Pilot tańczy na redzie
Autor: Lech Niekrasz
Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1972
Okładka: miękka z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne przebarwienia obwoluty
O książce
Ta książka stoi gdzieś pomiędzy reportażem a zapisem środowiska, które dziś już w tej formie nie istnieje. Niekrasz nie buduje fabuły – zbiera sceny, rozmowy, epizody z portów i pokładów, które razem składają się na obraz pracy na morzu widzianej od środka. Pilot morski jest tu punktem ciężkości, ale szybko widać, że chodzi szerzej: o całą machinę portową, o ludzi, którzy ją obsługują, i o napięcia wpisane w tę robotę. Reda, kanał, podejście do portu – to nie są dekoracje, tylko miejsca, gdzie łatwo o błąd i gdzie doświadczenie waży więcej niż procedura.
Jest w tym sporo konkretu: manewry, warunki, decyzje podejmowane w sekundach, a obok tego język środowiska – żywy, czasem szorstki, bez wygładzania. Niekrasz ma dobre ucho do dialogu i wyłapuje momenty, w których rutyna nagle przechodzi w sytuację graniczną. Nie robi z bohaterów legend, raczej pokazuje ich w pracy, z całym zapleczem przyzwyczajeń, nerwów i zawodowej dumy. Dzięki temu morze przestaje być romantycznym tłem, a zaczyna przypominać miejsce pracy – wymagające, powtarzalne, a czasem zwyczajnie niewdzięczne.
Z dzisiejszej perspektywy to też kawał dokumentu epoki. Porty Gdańska, Gdyni czy Szczecina funkcjonują tu jeszcze w realiach PRL-owskiej gospodarki morskiej – z jej organizacją, językiem, sposobem myślenia o pracy i odpowiedzialności. Te krótkie formy mają w sobie coś z notatek robionych „na gorąco”, zanim rzeczy zostaną wygładzone przez czas i narrację. I może dlatego ta książka trzyma się lepiej niż niejeden bardziej ambitny reportaż – bo nie udaje całości, tylko zostawia czytelnika z szeregiem dobrze uchwyconych sytuacji.