Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku
Autor: Zbigniew Rokita
Wydawnictwo: Czarne 2020
Okładka: miękka
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Kajś” to rzadki przypadek reportażu, który nie udaje bezstronnego przewodnika po regionie, lecz zaczyna się od wstydliwego szurania butem: „kim ja właściwie jestem?”. Rokita nie pisze „o Śląsku” z pozycji badacza terenowego, tylko z wnętrza mieszanego, poszarpanego życiorysu – przyznaje, że sam przez lata obchodził śląskość szerokim łukiem, jakby była czymś kłopotliwym towarzysko. Z tej właśnie niepewności wyrasta książka: zamiast pomnika regionu dostajemy śledztwo w sprawie własnego pochodzenia, w którym archiwa, mapy i podręczniki są równie ważne jak anegdoty z rodzinnego stołu i opowieści o dziadku z Wehrmachtu.
Rokita umie przełożyć wielką, zideologizowaną historię na konkret: na nazwisko zniemczone i potem „spolszczone”, na listę narodowości do zakreślenia w spisie powszechnym, na milczenie w domu, gdzie pewne daty i epizody po prostu się omija. Książka jest miejscami eseistyczna, miejscami reportażowa, ale w gruncie rzeczy to długi tekst o tym, jak trudno żyć na ziemi, którą granice traktowały jak ścierkę do stołu. Autor cierpliwie rozplątuje śląski węzeł: przemilczane epizody nazistowskie, powojenne represje, „autochtonów”, którzy byli jednocześnie „nasi” i „podejrzani”, a w tle – język, któremu raz odmawia się statusu, innym razem przywdziewa się go w folkowe stroje na potrzeby kampanii wyborczych.
Siła „Kajś” bierze się z tego, że Rokita nie szuka łatwej puenty ani sztandaru, pod który można się ustawić. Woli zadawać niewygodne pytania: o dziedziczenie winy, o prawo do kilku tożsamości naraz, o granice lojalności wobec „państwa”, które regularnie się zmieniało. Jest w tym i chłodna reporterska dociekliwość, i bardzo ludzka potrzeba uporządkowania własnego drzewa genealogicznego – nie po to, by się nim chwalić, lecz by przestać się go bać. Nike dla tej książki to w pewnym sensie nagroda nie tylko za literacką sprawność, ale i za to, że ktoś wreszcie powiedział głośno, iż Śląsk nie jest przypisem do historii Polski, ani egzotycznym skansenem z karczmą i grubą, tylko miejscem, w którym biografie rzadko mieszczą się w jednej rubryce.