Doktorze, lecz się sam
Autor: Anthony Burgess
Wydawnictwo: Grafpunkt, 1994
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
W „Doktorze, lecz się sam” Anthony Burgess przenosi czytelnika w samo serce londyńskiego chaosu, gdzie bohater – lingwista Edwin Spindrift – dryfuje pomiędzy szpitalną salą a ulicą pełną upadłych dusz. To nie klasyczna opowieść o chorobie i ozdrowieniu, lecz groteskowa parabola o utracie kontroli nad światem i sobą. Burgess, który sam w tym okresie walczył z diagnozą śmiertelnej choroby, kreśli bohatera na granicy szaleństwa i oświecenia. Londyn staje się tu metafizycznym labiryntem, w którym język, świadomość i moralność ulegają rozkładowi, a człowiek próbuje złożyć siebie na nowo z rozsypanych znaczeń.
To powieść o ciemnych rejonach ludzkiej psyche – ale podszyta ciepłem i autoironią. Burgess wykorzystuje humor jako narzędzie demaskujące – jego lumpenproletariat, prostytutki i drobni złodzieje są bardziej ludzcy niż akademicy i kaznodzieje. Autor igra z tonem: miesza wysoki styl filozoficznej refleksji z mową ulicy, wplatając w to muzyczny rytm zdań. Ten kontrast tworzy charakterystyczną „polifoniczną” strukturę, o której sam pisał, a która odróżnia go od surowszego, niemal kaznodziejskiego tonu „Mechanicznej pomarańczy”.
„Doktorze, lecz się sam” to Burgess mniej znany, ale bardziej osobisty – pisarz, który jeszcze nie stał się ikoną kultury, lecz bada granice własnej tożsamości i języka. W tle słychać echa Becketta i Joyce’a, ale też czułość wobec ludzkiej słabości. Powieść można czytać jako zapis halucynacji pooperacyjnej, filozoficzny esej o upadku racjonalności albo po prostu – pełen absurdu moralitet o współczuciu. Burgess, jak rzadko który autor XX wieku, potrafił zamienić egzystencjalny niepokój w literacki rytm – i to właśnie ten rytm, nie fabuła, zostaje w pamięci najdłużej.