Autor: Robert E. Howard
- Conan. Droga do tronu
- Conan. Godzina smoka
- Conan Z Cimmerii
Wydawnictwo: Alfa
Okładka: miękka
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: format kieszonkowy
O książkach
Czytanie Howarda w XXI wieku to coś w rodzaju archeologii fantastyki: odgrzebuje się fundamenty gatunku, na którym później wyrósł cały las smoków, elfów i magicznych pierdół. U Howarda nie ma jednak czasu na przygodny patos. Hyboria nie jest krainą marzeń, tylko mapą siłowych przejęć, wojen religijnych i magii, która cuchnie starożytnymi kataklizmami. Conan nie jest rycerzem w lśniącej zbroi, lecz facetem, który wie, że świat dzieli się na tych, którzy zabiją pierwsi, i na martwych. W tym stosie opowiadań i powieści widać, jak rośnie: od złodzieja i pirata po króla, który nadal ufa w muskuły bardziej niż w dyplomację.
Hyboria to też lustro dla cywilizacji: dekadenckie państwa padają nie dlatego, że barbarzyńcy są źli, lecz dlatego, że są bardziej żywi. Howard pisze brutalnie, często kontrowersyjnie, ale zawsze z jasnym przekonaniem, że cywilizacja jest teatralnym przedstawieniem, które łatwo kończy się w rzeźni. W Godzinie smoka to szczególnie wyraźne: król zostaje sprowadzony do roli wygnańca i musi po raz kolejny udowodnić, że tron zdobywa się ramionami, a nie rodowodem. Droga do tronu rozwija ten temat politycznej dżungli, gdzie magia i zdrada to codzienność. Z kolei Conan z Cimmerii pokazuje młodzieńczą wersję bohatera, jeszcze pełną ryzyka, żądzy przygód i romantycznej surowości.
Ta literatura jest jak miecz bez ozdób: ostra, szybka i obojętna na współczesne wrażliwości. Dynamiczne sceny walk, egzotyczne scenerie i czarne moce działają tutaj także jako komentarz do ludzkiej natury: barbarzyńca ma przetrwać, bo nie udaje, że świat jest lepszy niż jest. Są w tych tekstach elementy, które dzisiejszego czytelnika mogą irytować lub zgrzytać, ale jednocześnie widać, że bez Howarda cały nurt fantasy zostałby mocno wykastrowany z energii. Ten zestaw Alfowskich Conanów to nie muzeum pulp fiction. To nadal kop w zęby tym, którzy myślą, że fantastyka zaczyna się i kończy na ekranie telewizora.