Wóz ognisty
Autor: Patrick White
Wydawnictwo: Muza SA, 1998
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Wóz ognisty” to ta rzadkiego gatunku powieść, przy której etykietki w rodzaju „realizm” czy „mistycyzm” zaczynają wyglądać jak rubryki w formularzu podatkowym – formalnie potrzebne, ale całkowicie niewystarczające. White bierze na warsztat australijskie przedmieście połowy XX wieku, tę najbardziej prozaiczną scenerię z możliwych, po czym nasącza ją biblijnym ogniem. Otrzymujemy obraz społeczeństwa, które bardzo pilnie pracuje nad tym, by niczego nie widzieć: ani samotności, ani inności, ani – broń Boże – jakiejkolwiek transcendencji. W takim środowisku czworo bohaterów, ludzie z marginesu i „nieprzystosowani”, staje się nośnikami doświadczenia mistycznego, które nie pasuje do rachunków za prąd ani do plotek przy płocie.
Mary Hare, Himmelfarb, Ruth Godbold i Alf Dubbo są outsiderami na cztery różne sposoby – klasowy, religijny, rasowy, psychiczny – ale łączy ich to, że widzą więcej, niż wypada. Wizja wozu ognistego, zaczerpnięta z Ezechiela, nie jest tu tanią alegorią, lecz czymś na kształt wspólnego jądra doświadczenia: spotkania z innym wymiarem rzeczywistości, które nie daje się wytłumaczyć ani psychiatrą, ani proboszczem, ani lokalną radą parafialną. White nie moralizuje, raczej z chirurgiczną precyzją pokazuje mechanikę społecznego wykluczenia – jak strach, banał i przyzwoitość w wersji mieszczańskiej potrafią zmielić zarówno ocalałego z Zagłady, jak i aborygeńskiego artystę. W tym sensie „Wóz ognisty” jest równie mocno powieścią o przemocy symbolicznej, co o religijnym uniesieniu.
Styl White’a w tym utworze bywa kapryśny, gęsty, momentami wręcz barokowy, ale to nie jest efekciarstwo – raczej próba uchwycenia języka, w którym codzienne drobiazgi i metafizyczne iluminacje mogą współistnieć w jednym zdaniu. Nie bez znaczenia jest tu przekład Skibniewskiej: ten sam warsztat, którym oswoiła „Władcę Pierścieni”, wykorzystuje, by przenieść na polszczyznę mistyczne napięcie i brutalną pospolitość świata White’a. „Wóz ognisty” to powieść wymagająca cierpliwości – 700 stron bez taryfy ulgowej dla czytelnika – ale jej nagroda jest spora: rzadko dziś spotykane poczucie, że literatura może jednocześnie bezlitośnie opisywać społeczeństwo i całkiem serio rozmawiać o tym, co bywa nazywane duszą. W czasach, gdy mistyka zwykle kończy jako dekoracja w poradnikach samorozwoju, ten stary, „niemodny” White brzmi zaskakująco współcześnie.