Wielka Księga Przypraw
Autor: Jill Norman
Wydawnictwo: Muza SA, 1992
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Wielka Księga Przypraw” Jill Norman to ten typ książki, który udowadnia, że kuchnia zaczyna się dużo wcześniej niż przy kuchence – właściwie gdzieś między zielnikiem a atlasem botanicznym. Norman podchodzi do przypraw z powagą, z jaką zazwyczaj opisuje się dzieje imperiów, i ma ku temu pełne prawo: pieprz, gałka muszkatołowa czy cynamon to w końcu bohaterowie wojen handlowych, wypraw kolonialnych i całkiem przyziemnych oszustw kupieckich. Polskie wydanie z początku lat 90. przyszło zresztą w moment niemal symboliczny: oto rynek po dekadach niedoborów dostaje w ręce elegancki, albumowy przewodnik po świecie smaków, które dopiero zaczynają na dobre pojawiać się w sklepach.
Rdzeniem książki są rozbudowane portrety roślin przyprawowych – nie w formie „encyklopedycznych haseł”, lecz krótkich, wyrazistych mini-esejów. Botaniczny opis, pochodzenie, metody uprawy i przetwarzania tworzą coś w rodzaju paszportu każdej przyprawy, a zestaw ilustracji i fotografii nadaje temu paszportowi pieczęć wiarygodności. Norman nie zatrzymuje się jednak na kuchennym zastosowaniu; pokazuje przyprawy jako towar, symbol statusu, niekiedy afrodyzjak, niekiedy lekarstwo, zawsze zaś – element większej opowieści o gospodarce i kulturze. W porównaniu z typowymi „książkami kucharskimi” jest to publikacja znacznie poważniejsza, bliższa popularnonaukowemu kompendium niż zeszytowi z przepisami, choć i przepisy są tu obecne jako praktyczne domknięcie historii każdego składnika.
W polskim kontekście „Wielka Księga Przypraw” ma jeszcze jedno znaczenie: to swego rodzaju inicjacja w myśleniu o kuchni jako o przestrzeni świadomego wyboru, a nie tylko „tego, co akurat jest w sklepie”. Albumowy format, solidne opracowanie tłumaczy (w tym obecność botaniczki w zespole przekładowym) oraz indeks ułatwiający poruszanie się po świecie anyżu, kardamonu i kminku czynią z tej książki narzędzie, z którego równie chętnie korzysta ciekawski amator, jak i ktoś już zawodowo zajmujący się jedzeniem. To nie jest publikacja, którą czyta się jednym tchem; raczej taka, do której się wraca – gdy w ręku ma się nieznaną przyprawę i w głowie to stare pytanie: „Co ja właściwie wsypuję do garnka?”. Norman odpowiada na nie spokojnie, precyzyjnie i z tą odrobiną erudycji, której tak brakuje większości kolorowych „ksiąg kucharskich”.