Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 3 dni
EAN: 9798385373888
Wysyłka od: 15.00 PLN

Pustelnik z 69 ulicy
Autor: Jerzy Kosiński

Wydawnictwo: Da Capo, 1994
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: bardzo dobry

Uwagi: brak

O książce

„Pustelnik z 69 ulicy” to książka, w której Kosiński wchodzi w spór nie tylko z czytelnikiem, ale i z własną legendą. Nie jest to zwykła „ostatnia powieść”, raczej rodzaj pisanego w biegu dossier: autooskarżenia, autohagiografii i autoironii zarazem. Bohater – wyraźnie podszyty autorem – krąży między Nowym Jorkiem, pamięcią a literackim wizerunkiem Jerzego Kosińskiego, który już wtedy oblepiony był oskarżeniami o plagiat, konfabulację życiorysu i wyrachowaną autopromocję. Książka jest więc próbą wzięcia siebie w nawias – zamiast spowiedzi mamy tu raczej rozciągnięty w czasie przesłuchiwany monolog, w którym oskarżyciel i obrońca mówią jednym głosem.

Forma przypomina szafę antykwaryczną pełną pomieszanych teczek: rozdziały o dziwacznej numeracji, przypisy, wtręty, cytaty, dygresje o seksie, sztuce, polityce, Nowym Jorku, języku, „byciu pisarzem na eksport”. To raczej strumień autorefleksji niż fabuła – fabuła jest tu tylko pretekstem, cienkim rusztowaniem, które ma utrzymać konstrukcję pełną komentarzy, metatekstu i ostentacyjnej erudycji. Kosiński momentami bawi się konwencją naukowego traktatu, innym razem pornograficznego wyznania, a za chwilę quasi‑filozoficznego eseju – jakby sprawdzał, w jakim rejestrze jego „ja” będzie jeszcze wiarygodne. Dla czytelnika przyzwyczajonego do klarowności „Malowanego ptaka” czy „Kroku w nieznane” może to być lektura męcząca, ale właśnie tu autor odsłania narzędzia, którymi wcześniej posługiwał się dyskretniej.

W szerszym kontekście „Pustelnik…” jest dość osobliwą, spóźnioną powieścią postmodernistyczną: autofikcja, podejrzliwość wobec „prawdy biograficznej”, igra z autorem jako figurą publiczną, rozbijanie narracji – wszystko to znamy z literatury zachodniej lat 70., ale u Kosińskiego  przybiera formę gestu obronnego. To książka człowieka, który wie, że został rozczytany za bardzo i teraz usiłuje zasypać krytyków nadmiarem własnej wersji – im więcej wariantów, tym mniej „prawdy ostatecznej”. Można ją czytać jako nerwowe rozliczenie, można jako testament artysty, który do końca nie rezygnuje z prowokacji. W każdym razie to ciekawy dokument epoki, kiedy pisarz zaczął być tak samo ważny jak jego książki – a czasem nawet ważniejszy, ku własnej zgubie.