The Tenant of Wildfell Hall
Autor: Anne Brontë
Wydawnictwo: Wordsworth Editions, 1996
Okładka: miekka
Stan: bardzo dobry
Uwagi: wydanie w języku angielskim
O książce
„The Tenant of Wildfell Hall” to ta powieść sióstr Brontë, którą długo traktowano jak niegrzeczną krewna – zbyt bezpośrednią, zbyt mało „romantyczną”, zbyt otwarcie antyalkoholową i antymałżeńską (w sensie: anty-świętość-instytucji-za-wszelką-cenę). Anne nie ma temperamentu Emily ani melodramatycznej bujności Charlotte; zamiast burzy nad wrzosowiskiem serwuje rzecz znacznie bardziej niebezpieczną – chłodne, uparte „nie” kobiety, która odmawia dalszego uczestnictwa w małżeńskiej farsie. Wildfell Hall jest zresztą bardziej schronem niż rezydencją – architektonicznym odpowiednikiem azylu, w którym bohaterka próbuje przeżyć moralnie, zanim w ogóle pomyśli o szczęściu.
Konstrukcyjnie książka jest sprytniejsza, niż sugeruje jej reputacja „powieści z tezą”. Epistolarna rama – listy Gilberta Markhama, w które wmontowany jest pamiętnik Helen – tworzy efekt podwójnego lustra: najpierw widzimy ją tak, jak widzi ją prowincjonalna społeczność (a zatem: jak obiekt plotki), potem poznajemy jej wersję wydarzeń, znacznie mniej wygodną dla wiktoriańskich sumień. Anne Brontë ma oko niemal reporterskie: sceny pijackich ekscesów Arthura Huntingdona, wychowywania chłopca „na łobuza” w imię radosnej rozpusty, czy natrętnych prób „oswojenia” Helen przez otoczenie są opisane z taką trzeźwością, że do dziś zawstydzają pastelowe wizje epoki. W porównaniu z „Jane Eyre”, gdzie namiętność zostaje ostatecznie oswojona i pobłogosławiona, tutaj stawką nie jest romantyczne spełnienie, tylko psychiczne i moralne przetrwanie.
Znaczenie tej książki polega przede wszystkim na bezczelnym – jak na rok 1848 – założeniu, że kobieta ma prawo odejść, zarabiać, wychowywać dziecko po swojemu i nie czuć się za to wieczną grzesznicą. Powieść jest w pewnym sensie traktatem o odpowiedzialności: Helen odmawia roli biernej ofiary, ale tak samo bezlitośnie Anne rozprawia się z męską pobłażliwością wobec „chłopięcych występków”, które kończą się przemocą domową. Nic dziwnego, że współcześni uznali „The Tenant of Wildfell Hall” za książkę niemal nieprzyzwoitą – za dużo tu konkretu, za mało metafory. Z dzisiejszej perspektywy jej rzekoma „moralizatorskość” okazuje się po prostu uczciwością: to jedna z pierwszych powieści angielskich, która ma odwagę pokazać, że piekło małżeńskie składa się z codzienności, a nie wyłącznie z wielkich scen.