Terra Nostra
Autor: Carlos Fuentes
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis, 1993
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Terra Nostra” to ten rodzaj powieści, który nie tyle się „czyta”, ile zamieszkuje – jak rozległy, nieco szalony pałac z korytarzami prowadzącymi raz do Filipa II, raz do azteckiego mitu stworzenia, a za chwilę na paryski bulwar roku 1999. Fuentes robi z historii Hiszpanii i Ameryki coś, czego hiszpańscy kronikarze by mu nie wybaczyli: odmawia im linearnie opowiedzianej chwały, zamiast tego rozplata dzieje na splątane nici pamięci, mitu, herezji i obsesji władzy. El Escorial – ten kamienny fetysz kontrreformacji – staje się tu nie tyle budowlą, co wielopiętrową alegorią: imperium jako klasztor, więzienie, biblioteka, mauzoleum i laboratorium marzeń o absolutnej kontroli nad światem i duszami.
Na tle tzw. „boomu latynoamerykańskiego” Fuentes idzie najdalej w stronę „powieści totalnej”: jeśli u Garcíi Márqueza historia Ameryki Łacińskiej zamyka się w genealogii jednego rodu, to u Fuentesa rozsadza każde możliwe ramy – mamy reinkarnacje, figury powracające w innych epokach, zapętlenia czasu, które sprawiają, że „Stary” i „Nowy Świat” przestają być kategoriami geograficznymi, a stają się odmiennymi stanami tego samego, chorego organizmu cywilizacji. Autor nie tyle rekonstruuje przeszłość, ile pokazuje ją jako wciąż żywy, natrętny sen: inkwizycja i podbój Ameryki powracają w formie obsesji, fantazmatów i katastroficznych wizji końca wieku XX. W tym sensie „Terra Nostra” jest bardziej anty-powieścią historyczną: każda próba „opowiedzenia dziejów” odsłania tu swój przemocowy charakter.
Polskie wydanie Rebisu – w dwóch tomach, „Stary Świat” i „Nowy Świat” – dzieli to monstrum na części poręczniejsze fizycznie niż intelektualnie. To nie jest książka, którą podsuwa się komuś „bo lubi historię Hiszpanii” – raczej komuś, kto jest gotów przyjąć, że historia jest konstrukcją równie urojeniową jak mit, a powieść może próbować ogarnąć całość doświadczenia kulturowego, nawet za cenę czytelniczej wygody. Nagrody, które „Terra Nostra” dostała, są tu w gruncie rzeczy marginesem: bardziej istotne jest to, że to właśnie ta książka uczyniła z Fuentesa pisarza, obok którego trudno przejść obojętnie, jeśli traktuje się literaturę iberoamerykańską serio, a nie tylko jako dostawcę „magicznego realizmu na pocieszenie”.