Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8385130314
Wysyłka od: 15.00 PLN

Kwinyn Durward
Autor: Walter Scott

Wydawnictwo: GRAF, 1991
Okładka: miekka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne zagięcia okładki

O książce

„Kwinyn Durward” to jedna z tych powieści Scotta, które dziś czyta się nieco rzadziej niż „Ivanhoe”, a niesłusznie – bo to właśnie tutaj widać, jak autor z kronikarza średniowiecza przeistacza się w diagnostę rodzącej się nowoczesności. Na pierwszy rzut oka dostajemy romans płaszcza i szpady: młody szkocki żołnierz szczęścia, egzotyczny dwór Ludwika XI, wyprawy, zasadzki, damy w opałach. Ale pod tą barwną fasadą to książka o momencie, w którym świat rycerzy, lenn i prywatnych armii zderza się z zimną, bezosobową racją stanu. Quentin, idealista z prowincjonalnej Szkocji, wpada więc w sam środek laboratorium nowoczesnej polityki.

Najciekawszą postacią nie jest zresztą tytułowy bohater, lecz Ludwik XI – Scott portretuje go jak figurę z mrocznej miniatury: chorobliwie ostrożny, przesądny, otoczony siecią szpiegów i gwardią „obcych” (stąd Szkoci), których lojalność kupuje złotem, nie urodzeniem. Po drugiej stronie stoi Karol Śmiały, ostatni książę, który jeszcze wierzy, że ciężka zbroja, osobista odwaga i turniejowy etos wystarczą, by rządzić Europą. Scott bardzo subtelnie pokazuje, że racja fabularnie jest po stronie sympatyczniejszego Karola, ale historia – po stronie nieprzyjemnego, ale skuteczniejszego Ludwika. W tym pęknięciu tkwi siła powieści: rycerska moralność przegrywa z cyniczną biurokratyczną przebiegłością, a autor wcale nie udaje, że to zwycięstwo „postępu” jest moralnie budujące.

Styl Scotta w tym utworze jest bardziej zwarty niż w jego wcześniejszych powieściach szkockich: mniej pejzażu, więcej dialogu, sceny rozgrywające się jak teatralne akty – od klasztornych korytarzy po burgundzkie obozy wojskowe. W polskich przekładach (również tych sygnowanych spolszczonym tytułem „Kwinyn Durward”) czuć wysiłek, by ocalić archaizującą elegancję, a jednocześnie nie zadusić tekstu zadęciem – raz wychodzi to lepiej, raz gorzej, ale zawsze widać, że obcujemy z prozą ambicjonalnie „historyczną”, nie przygodową błahostką. To książka dla tych, którzy lubią, gdy za romansowym kostiumem wyraźnie rysuje się proces historyczny: oto ostatni taniec średniowiecza, prowadzony już do melodii, którą nucą kancelarie, szpiedzy i księgowi królewscy.

Polecamy