Gawędy góralskie
Autor: Stanisław Krzeptowski Biały
Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1961
Okładka: miekka z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: format kieszonkowy
O książce
„Gawędy góralskie” to taki tomik, który z dzisiejszej perspektywy czyta się trochę jak zapis ostatnich chwil dawnego świata – nie w sensie katastroficznym, tylko codziennym, pogodnym, przy ognisku. Krzeptowski-Biały nie zachowuje się jak etnograf z notesem, tylko jak stary gazda, który „se goda”, a dopiero później literat to zapisuje. To proza urodzona z mówienia, nie z pisania: rytmiczna, z pauzami jak w prawdziwej gawędzie, podszyta humorem, czasem zgryźliwym, ale nigdy złośliwym. Kultura góralska nie jest tu egzotyczną ciekawostką, lecz sposobem bycia, który autor traktuje z mieszaniną dumy i autoironii.
Włodzimierz Wnuk, przygotowując przedmowę i opracowanie, wprowadza Krzeptowskiego do porządku księgarsko‑bibliotecznego – z gawędziarza robi „pisarza regionalnego”. Tymczasem siła tej książki polega właśnie na tym, że wymyka się etykietkom: nie jest to ani czysta literatura „ludowa”, ani suche świadectwo etnograficzne. To raczej żywa pamięć zbiorowa przefiltrowana przez charakter autora: wyczuwalny jest temperament człowieka, który zna każdy zakręt pod Reglami, ale też wie, że miejski czytelnik potrzebuje nieco wprowadzenia.
Na tle późniejszych, bardziej „turystycznych” ujęć Podhala, „Gawędy góralskie” mają w sobie coś bezpretensjonalnego: żadnego marketingu Tatr, żadnego cepeliowskiego blichtru, tylko swojskość, która nie zabiega o uznanie. Wartość tego drobnego zbiorku polega na tym, że rejestruje język, gesty i drobne obyczaje, których nie znajdzie się w przewodnikach. Dla badacza – znakomite, źródłowe świadectwo lokalnej mentalności połowy XX wieku; dla czytelnika profanu – lekcja, jak wiele da się opowiedzieć bez wielkich fabuł, samym tonem głosu. To jedna z tych książek, które czyta się szybko, a pamięta długo, bo zostaje w uchu, nie tylko w głowie.