Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788360505151
Wysyłka od: 15.00 PLN

Wilcza krew, smoczy ogień
Autor: Romuald Pawlak

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2006
Okładka: miekka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Wilcza krew, smoczy ogień” to ten rodzaj fantastyki historycznej, który nie chce być ani podręcznikiem dziejów, ani czystą eskapistyczną baśnią. Pawlak zachowuje się raczej jak uparty archiwista z zacięciem bajarza: grzebie w Bizancjum, krucjatach, w oświeceniu i w bardziej współczesnych dziejach, po czym wszczepia w nie smoki, wilczą symbolikę, nadnaturalne epizody i to, co w historii najczęściej ginie – półszept, domysł, lukę w źródłach. Zamiast „co się wydarzyło” interesuje go „co mogłoby tam wygodnie się ukryć”, jeśli dopuścimy do głosu legendę, lokalny przesąd i starą, dobrą grozę. Nie ma tu jednego bohatera ani osi czasu; książka przypomina raczej szafę pełną szuflad z różnymi epokami, w każdej z nich coś szemrze pod warstwą kurzu.

Ciekawym wynalazkiem jest zwyczaj dodawania przez autora krótkich not do poszczególnych opowiadań. To trochę jak oprowadzanie po wystawie: najpierw oglądamy obraz, dopiero potem curator nachyla się i szepcze, z jakiej kroniki wyrwano ten motyw, kto naprawdę mógł stać za daną postacią, jakie wydarzenie zostało lekko przekręcone, by pomieścić smoka czy niewytłumaczalne zniknięcie. Ten metapoziom sprawia, że książkę czyta się nie tylko „dla historii”, ale też jako ćwiczenie z podejrzliwości wobec samej historiografii: Pawlak przypomina, że to, co uchodzi za twardy fakt, często stoi na równie chybotliwym gruncie, co legenda o wilkołaku pod klasztornym murem.

Stylowo bliżej mu do polskiej, „środkowoeuropejskiej” szkoły fantasy niż do anglosaskich fajerwerków. Zamiast wielkich bitew mamy lokalne spięcia, zamiast patosu – dość trzeźwe spojrzenie na ludzką chciwość, wiarę, lęk i potrzebę dorabiania sensu do tego, czego nie umiemy wyjaśnić. Smoki i wilki są tu mniej „potworami z bestiariusza”, bardziej symbolicznymi krwiobiegami historii – raz objawiają się jako konkret, raz jako mit, który odciska piętno na kolejnych epokach. W ramach katalogu Fabryki Słów książka stoi trochę bokiem: nie jest to ani czysta heroiczna rozrywka, ani ciężka powieść historyczna, tylko zbiór tekstów, które z równą swobodą korzystają z kroniki, jak i z ogniska, przy którym opowiada się rzeczy „niby prawdziwe, ale lepiej o nich nie mówić za głośno”.