Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788363966003
Wysyłka od: 15.00 PLN

Powstanie Harsfjordshoff
Autor: Kamil Gołębowski

Wydawnictwo: Studio Truso, 2013
Okładka: miekka 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Powstanie Harsfjordshoff” to dokładnie ten typ fantastyki, który nie udaje historycznej rekonstrukcji, ale też nie ucieka w baśniową mgłę. Gołębowski bierze przedwikińską Skandynawię jak surową belkę dębową: nie polituruje jej, tylko dłubie w sękach. Osadnicy Ulfa i Rudowłosej nie są „wybrańcami losu”, lecz ludźmi, którzy przede wszystkim chcą wreszcie przestać marznąć i głodować. To dość rzadkie w fantasy o zacięciu „nordyckim”: zamiast katalogu run i bogów dostajemy rozbudowaną codzienność – budowę osady, układanie się z krajobrazem, mozolne tworzenie wspólnoty, którą dopiero potem ktoś próbuje zniszczyć.

Mitologia nordycka jest tu wpleciona w świat, a nie eksponowana jak muzealny eksponat. Bogowie są obecni, ale nie jako efektowni „goście specjalni”, raczej jako twarde założenie rzeczywistości, z którego wynikają konsekwencje społeczne: wiara, rytuały, przyzwolenie na przemoc rytualną. Ulfhednarowie, zmiennokształtni wojownicy-wilki, nie mają w sobie wiele z hollywoodzkich wilkołaków – bliżej im do archaicznego bractwa bitewnego, gdzie granica między człowiekiem a bestią jest równie cienka, co ta między świętością a szałem. Władca Jorvaskrę pełni tu funkcję klasycznego agresora, ale nie jest jedynie figurą „złego króla”: jego brutalność dobrze wpisuje się w porządek świata, w którym prawo wynika z miecza, nie z traktatów.

Formalnie to książka dość kameralna: 240 stron, czyli rozmiar pozwalający na zarys sagi, ale bez rozlewania się w kilkutomowy żywioł à la Sanderson. Gołębowski rekompensuje to gęstszą prozą i skłonnością do obrazowania – opisy są wyraźnie pisane przez kogoś, kto lubi materię świata: drewno, lód, krew i dym. W efekcie „Powstanie Harsfjordshoff” lokuje się obok tej odmiany słowiańsko‑nordyckiego fantasy, którą u nas uprawiał chociażby Grzędowicz w „Panu Lodowego Ogrodu”, ale skala jest mniejsza, bardziej „plemienna”. To raczej opowieść o wykuwaniu małej wspólnoty pod mieczem większego władcy niż epopeja o losach krainy – i właśnie w tej skali wypada najciekawiej.