Nazista i fryzjer
Autor: Edgar Hilsenrath
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 1994
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Nazista i fryzjer” to jedna z tych powieści, które – gdyby świat literacki działał rozsądnie – powinny były stać się klasyką, a zamiast tego przez lata krążyły jak zakazany samizdat, polecany półgłosem: „przeczytaj, ale uprzedzam – to jest bardzo niegrzeczna książka o Zagładzie”. Hilsenrath wybiera perspektywę niemal obsceniczną: każe nam wejść w głowę Maksa Schulza, prowincjonalnego niemieckiego przeciętniaka, który robi karierę w SS, bierze udział w masowych mordach, a po wojnie – w geście perwersyjnej mimikry – przywłaszcza sobie tożsamość żydowskiego kolegi z dzieciństwa i emigruje do Izraela. Narracja pierwszoosobowa, pozbawiona skrupułów, sprawia, że czytelnik nie ma gdzie się schować: wszystko, co normalnie – z przyzwoitości – wycina się z prozy o Holokauście, tutaj zostaje bezlitośnie wyeksponowane i jeszcze ubrane w groteskowy kostium.
To, co u innych autorów bywa „moralnym dylematem”, u Hilsenratha staje się farsą świata pozbawionego jakiegokolwiek metafizycznego porządku. Maks, zbrodniarz, w Izraelu staje się bohaterem narodowym, fryzjerem-syjonistą, uczestnikiem walk, człowiekiem podziwianym – i to wszystko nie dlatego, że jest mistrzem kamuflażu, ale dlatego, że system głodny jest narracji o heroizmie i cierpieniu, a nie dociekania prawdy. Powieść pracuje jak satyryczne zwierciadło krzywe, w którym odbija się nie tylko faszystowska mentalność oprawców, lecz także potrzeba mitotwórcza powojennych społeczeństw – zarówno niemieckiego, jak i izraelskiego. Hilsenrath, sam Żyd ocalały z Zagłady, pozwala sobie na coś, czego inni często się bali: na ukazanie, jak łatwo język pamięci i żałoby może zostać przechwycony i zbanalizowany, jeśli moralny horror przerobi się na gotowy scenariusz „bohatera” i „ofiary”.
Styl jest tu bronią równie ostrą jak temat. To nie jest powieść napisana w tonie zadumanej elegii – raczej długa tyrada prowadzona językiem potoczno-wulgarnym, z czarnym humorem, który momentami ociera się o obrzydliwość. Właśnie dlatego książka przez lata napotykała opory: zbyt bezczelna, zbyt śmiała, zbyt „nieprzyzwoita” wobec tematu, który przywykliśmy otaczać retoryczną sakralnością. A jednak to właśnie ta nieprzyzwoitość pozwala Hilsenrathowi dotknąć istoty problemu: że zło bywa tandetne, śmieszne, głupie – i przez to nie mniej zabójcze. „Nazista i fryzjer” jest więc nie tylko satyrą na nazizm, ale także jadowitym komentarzem do powojennej potrzeby łatwych historii o winie i odkupieniu; książką, która zamiast „przepracowywać traumę”, bezczelnie demaskuje, jak łatwo można ją sobie przyswoić – nawet jeśli jest się jej sprawcą.