Nie bój się Biblii
Autor: Anselm Grün OSB
Wydawnictwo: Wydawnictwo WAM, 2012
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Nie bój się Biblii” to książka napisana tak, jakby do klasztornej rozmównicy wpuszczono kogoś, kto całe życie czytał Pismo nie po to, by wygrywać spory dogmatyczne, lecz by ratować ludzkie nerwy i serca. Grün nie udaje egzegety z uniwersyteckiej katedry – bliżej mu do doświadczonego kierownika duchowego, który wie, że dla współczesnego czytelnika największym problemem nie jest sens greckiego imiesłowu, tylko lęk: „to nie dla mnie, za trudne, za święte, za obce”. Tytuł jest tu deklaracją programu: Biblia ma zejść z cokołu, ale nie po to, by ją spłycić – raczej by mogła wreszcie mówić do realnego, zmęczonego człowieka XXI wieku.
Ciekawe, że zamiast prowadzić czytelnika przez kolejne księgi, autor buduje swego rodzaju „szkołę postawy”. Trzy zasadnicze ruchy – uznanie, że tekst jest do mnie; pozwolenie, by stał się lustrem; wreszcie przełożenie go na konkretną decyzję czy gest – przypominają starą benedyktyńską praktykę lectio divina, ale przedstawioną bez klasztornego żargonu. Grün nie owija w bawełnę: pokazuje, że Biblia jest pełna ciemności, przemocy, lęku, a mimo to – albo właśnie dlatego – potrafi nazwać to, co człowiek sam w sobie maskuje. Nie ma tu taniego pocieszycielstwa: pociecha przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek odważy się stanąć przed tekstem bez pobożnej charakteryzacji.
Wartością tej książki nie jest odkrywczość tez, lecz sposób ich podania. Grün pisze prosto, bez ornamentów, ale z tą dyskretną czułością, którą rozpoznaje się u autorów naprawdę osłuchanych z ludzką kruchością. Dla teologa będzie to raczej „literatura użytkowa”, dla szukającego – mapa, jak czytać Biblię bez nerwowej obrony i bez infantylnego zachwytu. W polskim kontekście, gdzie wielu pamięta szkolne „omawianie Pisma” jako serię martwych faktów, ta książka działa jak zaproszenie do powtórnego, tym razem dorosłego spotkania z tekstem – nie po to, by go zrozumieć do końca, lecz by pozwolić, by on zrozumiał coś w nas.