Teoretycy, pisarze i artyści o sztuce 1500-1600
Autor: Jan Białostocki
Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1985
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
To jeden z tych tomów, przy których młodsi historycy sztuki narzekają na ciężar w plecaku, a starsi pilnują, by nikt im go z biblioteki nie „pożyczył na stałe”. Białostocki nie składa tu zwykłej czytanki źródłowej, lecz buduje coś w rodzaju sejsmografu intelektualnych wstrząsów XVI wieku: od włoskich traktatów, gdzie sztuka usiłuje uchwycić własny status „nobile arte”, po północnoeuropejskie niepokoje wynikające z reformacji, ikonoklazmu i dyskusji o dopuszczalności obrazów. Sam wybór tekstów pokazuje, że dla redaktora ważniejsze od reprezentatywnych nazwisk było napięcie między praktyką warsztatową a rosnącą ambicją teoretyczną artystów.
Zaletą tomu jest jego polifonia: obok głosów malarzy, architektów i rzeźbiarzy pojawiają się humaniści, teologowie, moraliści, a nawet gorliwi reformatorzy, którzy chętniej widzieliby sztukę w roli służebnej niż autonomicznej. W ten sposób renesansowa wiara w regułę, proporcję i „disegno” zderza się z nowo rodzącą się świadomością krytyczną, w której obraz przestaje być wyłącznie narzędziem kultu, a staje się polem sporu o prawdę, przyzwoitość i władzę nad wyobraźnią wiernych. Szczególnie interesujące są teksty poświęcone hierarchii sztuk i relacjom między malarstwem a rzeźbą – czytelnik może obserwować, jak dawne spory o „wyższość” jednej dziedziny nad drugą rodzą zręby późniejszej estetyki.
W odróżnieniu od wielu antologii Zachodu, ta książka jest pomyślana jako narzędzie formacyjne: ma nie tylko dostarczać źródeł, lecz uczyć, jak czytać doktryny artystyczne w ich teologicznym, społecznym i politycznym kontekście. Aparat krytyczny Białostockiego – oszczędny, ale celny – porządkuje materiał tak, by czytelnik widział nie katalog cytatów, lecz rozwijającą się debatę o sztuce jako języku nowoczesności. Dla kogoś, kto chce rozumieć renesans i manieryzm nie przez pryzmat reprodukcji w albumach, lecz poprzez własne słowa epoki, ten tom jest czymś w rodzaju obowiązkowej „gramatyki” – może wymagającej, chwilami surowej, ale niezbędnej.