Encyklopedia surrealizmu
Autor: Rene Passeron
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1993
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Encyklopedia surrealizmu” René Passerona to ten typ książki, który udowadnia, że awangarda daje się jednak zamknąć między dwoma sztywnymi kartonami – o ile zrobi to ktoś, kto zna zarówno archiwa, jak i kaprysy ruchu. Passeron, jeden z bardziej kompetentnych historyków i komentatorów surrealizmu, nie pisze tu epitafium dla awangardy, lecz sporządza coś w rodzaju topograficznej mapy kontynentu, który długo uważano za nie do skartografowania. Hasła nie są suchymi notkami; to raczej krótkie, gęste mikroeseje: o technikach, manifestach, marginalnych grupach, efemerycznych pismach, a także o tych artystach, których nazwiska zwykle giną w cieniu Dalíego i Magritte’a. To kompendium, które przywraca właściwe proporcje między wielkimi nazwiskami a całym zapleczem ruchu.
Na tle innych ujęć surrealizmu – zwykle ograniczonych do kilku kanonicznych obrazów i cytatu z pierwszego manifestu Bretona – książka Passerona robi wrażenie przede wszystkim skalą porządkowania chaosu. Surrealizm pokazany jest tu jako zjawisko międzynarodowe, rozgałęzione, pełne odprysków, herezji i pobocznych inicjatyw, a nie jedynie francuski klub paru ekscentryków z lat 20. XX wieku. Pomocne są liczne kolorowe ilustracje: nie jako ozdobnik, ale jako dowód rzeczowy – obok nich tekst traci ton muzealnego przewodnika, a zyskuje charakter rozmowy z konkretnymi obrazami, kolażami, fotografiami. Z tyłu znajdują się słowniczki, bibliografie, wykazy ugrupowań i wystaw, które z punktu widzenia badacza są bezcennym narzędziem, a dla czytelnika-pasjonata – dyskretną zachętą do dalszych poszukiwań.
Polskie wydanie WAiF z końca lat 90. ma dziś urok przedmiotu z innej epoki: ciężka, solidna forma typowa dla książek o sztuce, przygotowywanych jeszcze z myślą o długim życiu na półce, nie o szybkim obrocie księgarskim. Dla kogoś, kto szuka pierwszego, sensownego „wejścia” w surrealizm, to pozycja niemal idealna: dostatecznie przejrzysta, by nie zgubić nowicjusza, a jednocześnie na tyle szczegółowa, że nie znudzi kogoś, kto czytał już manifesty i katalogi wystaw. Można mieć dziś wrażenie, że ruch tak buntowniczy nie powinien doczekać się „encyklopedii”, ale właśnie w tym leży ironiczny urok tej książki: surrealizm okazuje się tu nie martwą doktryną, lecz żywą siecią odniesień, którą Passeron cierpliwie, a chwilami z wyraźną przyjemnością, rozsupłuje.