Witkacego. Portret wielokrotny
Autor: Janusz Degler
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 2009
Okładka: twarda
Stan: dobry minus
Uwagi: uszkodzona okładka
O książce
„Witkacego. Portret wielokrotny” to książka napisana wyraźnie z pozycji kogoś, kto w archiwach spędził więcej czasu niż w salonach – i to jej największy komplement. Degler nie komponuje klasycznej, gładkiej biografii, raczej rozrzuca przed czytelnikiem zestaw precyzyjnie obrobionych fragmentów: kalendarium, szkice, listy, dokumenty wojskowe, znaleziska z archiwów moskiewskich. Z tego „materiału dowodowego” nie powstaje kolejna opowieść o „szalonym Witkacym”, lecz obraz człowieka uwikłanego w realia II RP, w swoją własną mitomanię i w niezwykle konkretną, codzienną harówkę twórczą. W tle majaczy dobrze znany, klasyczny Gombrowiczowski zarzut wobec „Witkacego–legendy” – Degler odpowiada na niego nie polemiką, tylko dokumentem.
Najciekawszy jest tu właśnie gest metodologiczny: autor nie próbuje „przegadać” źródeł, przeciwnie – ustępuje im miejsca. Szkice rozczytują drobne przesunięcia w listach, niekonsekwencje w świadectwach, milczenia w oficjalnych biogramach; archiwalia z Rosji podważają wygładzone wersje wydarzeń z rewolucyjnych lat. Witkacy nie jest tu jednowymiarowym „geniuszem od Czystej Formy”, ale kimś, kto stale negocjuje własny wizerunek: jednocześnie buduje legendę i plącze się we własnych autokreacjach. Degler, z natury raczej filolog niż psycholog, pokazuje tę podwójność narzędziami rzetelnego badacza: chronologią, wariantologią, drobiazgową kwerendą. To książka, która demitologizuje nie przez demaskację, lecz przez pedantyczną dokładność.
Dla czytelnika przyzwyczajonego do „opowieści o Witkacym” lektura może być doświadczeniem raczej szachowym niż fabularnym – ruch za ruchem, dokument za dokumentem. Ale właśnie to sprawia, że „Portret wielokrotny” stał się książką obowiązkową: to nie biografia do poduszki, tylko warsztat, z którego późniejsze biografie muszą korzystać, choćby się do tego nie przyznawały. Ilustracje – fotografie, reprodukcje dokumentów, drobne „rekwizyty epoki” – nie są tu ozdobnikiem, lecz kolejnym poziomem argumentacji. Jeśli kogoś ciekawi nie tyle „kim był Witkacy”, ile „z czego dziś możemy to w ogóle wywnioskować”, Degler daje rzadką przyjemność oglądania konstrukcji od wewnątrz.