Aux sources de l'athéisme contemporain
Autor: Marcel Neusch
Wydawnictwo: Les Éditions du Centurion, 1977
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Aux sources de l’athéisme contemporain. Cent ans de débats sur Dieu” to książka napisana wyraźnie z wnętrza Kościoła, ale z ambicją intelektualnej uczciwości, której nie powstydziłby się agnostyk. Neusch robi coś, czego wielu autorów religijnych z XX wieku unikało: bierze ateizm na poważnie, nie jako chwilową modę czy moralne wykolejenie, lecz jako poważnego przeciwnika intelektualnego. Feuerbach, Marx, Freud, Nietzsche, Sartre, Bloch, a nawet Garaudy, nie są tu „obalani”, lecz czytani; i to czytani w ich własnych kategoriach. Książka ma przez to bardziej charakter kartoteki sporządzonej przez uważnego bibliotekarza sporów o Boga niż kazania przeciwko „bezbożności czasów nowoczesnych”.
Najbardziej interesujące jest to, jak Neusch rozkłada akcenty: rozróżnienie między „ateizmem” a „niewiarą” pozwala mu uniknąć prostych etykiet. Ateizm jawi się tu jako konstrukcja teoretyczna, spleciona z krytyką religii, społeczeństwa, psychiki – a więc projekt filozoficzny, polityczny lub terapeutyczny, zależnie od autora. W ten sposób Feuerbach nie jest tylko tym, który „sprowadza Boga do projekcji”, Marx – zgredem od „religii jako opium ludu”, a Freud – redukcjonistą od kompleksu ojca; Neusch nie zatrzymuje się na podręcznikowych sloganach, lecz pokazuje, jak te koncepcje wzajemnie się wzmacniają, tworząc gęstą sieć argumentów nowoczesnej niewiary. Sartre i Bloch domykają tu pewną epokę: ateizm nie jest już tylko krytyką religii, ale projektem sensu bez Boga.
W zakończeniu widać wyraźniej, z jakiego miejsca autor mówi: to nadal książka zakorzeniona w teologii katolickiej, z dyskretnym, choć obecnym w tle wymiarem apologetycznym. Apologetyka ta ma jednak charakter „negatywny”: Neusch bardziej oczyszcza pole rozmowy, niż stawia własne tryumfalne tezy. Dzięki temu książka dobrze starzeje się jako mapa intelektualna: nie obejmuje późniejszego ateizmu „nowych ateistów”, ale przygotowuje grunt, by ich zrozumieć – pokazując, że Dawkins czy Hitchens powtarzają w uproszczonej formie wątki, które Feuerbach, Marx czy Nietzsche przepracowali znacznie subtelniej. To pozycja dla czytelnika, który nie chce już słyszeć, że „ateizm to po prostu brak łaski”, lecz woli zobaczyć, jak wygląda, kiedy myśli sam o sobie.