Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788380492028
Wysyłka od: 15.00 PLN

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Autor: Swietłana Aleksijewicz

Wydawnictwo: Czarne, 2015
Okładka: twarda 
Stan: bardzo dobry

Uwagi: brak

O książce

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to książka, którą najlepiej czytać bez złudzeń, że obcujemy z „reportażem wojennym”. Aleksijewicz robi rzecz w literaturze faktu radykalną: rozmontowuje samą kategorię „wojny”, tak jak przywykli ją opisywać mężczyźni, historycy i generałowie. Zamiast frontów i operacji – są ciała, zapachy, włosy obcinane pod hełm, miesiączka w okopie, martwe dzieci trzymane zbyt długo na rękach, bo nikt nie umiał ich odebrać matce. Zamiast wielkiej „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” – setki małych, intymnych apokalips, opowiadanych po kilkudziesięciu latach milczenia. To nie jest więc alternatywna kronika działań Armii Czerwonej, tylko próba napisania kobiecej fenomenologii wojny.

Metoda Aleksijewicz bywa myląco prosta: nagrywa głosy i później je montuje. W istocie to montaż bardzo literacki, podszyty wyczuciem rytmu, powtórzeń, pauz – bliżej mu do partytury niż do stenogramu. Autorka rzadko komentuje, ale jej selekcja świadectw jest komentarzem sama w sobie: wybiera te momenty, w których heroiczny mit radzieckiej żołnierki pęka jak słaba farba – kiedy sanitariuszka mówi więcej o praniu zakrwawionych onuc niż o nazwach zdobytych miast, a snajperka wspomina nie tyle dumę z celnego strzału, ile wstręt wobec spojrzenia trafionego wroga. W tle słychać zresztą nieustannie „głos systemu”: towarzysze z komitetu, powojenni urzędnicy, sąsiedzi, którzy po zwycięstwie przypominają kobietom, że „porządna dziewczyna nie idzie na front” i lepiej o tym wszystkim nie wspominać.

Znaczenie tej książki wychodzi daleko poza temat „kobiet w armii radzieckiej”. Aleksijewicz pokazuje, że pamięć historyczna jest konstrukcją dość brutalną: zostawia w sobie tylko to, co nadaje się na pomnik albo defiladę. Cała reszta – wstyd, niechciana cielesność, nieprawomyślne zwątpienie, powojenna bieda i samotność weteranek – zostaje wypchnięta do kuchni, szeptana po cichu wnukom. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” jest próbą wydobycia tego szeptu na światło dzienne i dopisania go do kanonu. Można ją czytać obok Kertésza, Grossmana czy Herlinga-Grudzińskiego, ale nie jako „kolejny głos o wojnie”, tylko jako korektę samej idei heroizmu: po tej książce każde patetyczne słowo o „chwalebnym froncie wschodnim” brzmi trochę bardziej fałszywie, a każdy pomnik żołnierza – jakby brakowało mu co najmniej połowy historii.