Włóczęgi Północy, Władca Skalnej Doliny, Szara Wilczyca, Bari, syn Szarej Wilczycy
Autor: James Oliver Curwood
Wydawnictwo: Iskry, 1965
Okładka: twarda, półpłótno
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: brak
O książce
Zbiorcze wydanie Curwooda z Iskier to typowy produkt swojej epoki: gruba, twarda oprawa, solidny przekład, który miał służyć latami całym rocznikom młodych czytelników. Z dzisiejszej perspektywy ten tom wygląda jak mała „antologia Północy” – cztery odmienne warianty tego samego mitu: człowiek (lub coś człowiekowi bliskiego) zostaje rzucony w żywioł, który nie zna litości, ale zna pewien porządek. „Włóczęgi Północy” i „Władca Skalnej Doliny” są tu bardziej po stronie klasycznej opowieści przygodowej z silną obecnością krajobrazu; „Szara Wilczyca” i „Bari…” – zanurzają się bez skrupułów w perspektywie zwierzęcia, próbując opowiedzieć świat oczami istoty, która nie zna ani moralności, ani metafizyki, tylko instynkt, pamięć i przywiązanie.
Curwood, którego chętnie wrzuca się do tego samego worka co Londona, jest w tych tekstach łagodniejszy, mniej okrutny, a zarazem bardziej sentymentalny. W „Władcy Skalnej Doliny” niedźwiedź–patriarcha i osierocony niedźwiadek tworzą duet, który z powodzeniem mógłby trafić do współczesnej literatury „proekologicznej”, gdyby nie to, że Curwood nie zna poprawności politycznej – zna za to bezpośrednią obserwację. W „Szarej Wilczycy” i „Barim” jego ambicja idzie dalej: buduje całe dramaturgie na konflikcie pomiędzy dzikością a udomowieniem, między krwią wilka a obietnicą ludzkiego ogniska. To jeszcze nie jest zoologia ani etologia – to antropomorfizowana baśń północy – ale na tle ówczesnych „powieści o dzielnych pieskach” wypada zaskakująco poważnie.
Znaczenie tego zbioru w polskim obiegu jest bardziej historyczne niż „kanoniczne”: to jedna z tych książek, które stały na półkach w blokach i domkach jednorodzinnych przez całe dekady, obok Londona, Curwooda i może Mayne Reida. Dla części czytelników była pierwszym doświadczeniem literatury, w której człowiek nie jest centrum wszechświata, lecz jednym z wielu stworzeń próbujących przeżyć zimę.
Jeśli szuka się nie tyle „klasyka światowej literatury”, ile dokumentu pewnej wrażliwości: sentymentalnego, ale szczerego zachwytu nad dziką przyrodą – ten tom Curwooda jest właśnie takim artefaktem.