Wielkie wygrane
Autor: Julio Cortazar
Wydawnictwo: MUZA, 2001
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Wielkie wygrane” to Cortázar jeszcze przed „Grą w klasy”, ale już taki, który rozmontowuje rzeczywistość z wyraźną przyjemnością. Punkt wyjścia jest niemal groteskowo banalny: loteria, nagroda, wycieczkowy statek. Ten katalogowy sen klasy średniej zostaje szybko unieważniony – „Malcolm” nie ma jasnego celu, regulamin zmienia się jak kaprys, a pasażerowie odkrywają, że luksusowy rejs przypomina raczej eksperyment społeczny niż urlop. Cortázar nie potrzebuje fajerwerków realizmu magicznego: wystarczy lekkie przesunięcie reguł, by zwykła podróż zamieniła się w alegorię społeczeństwa poddawanego arbitralnej władzy.
Istotą tej książki nie jest zagadka „co się naprawdę dzieje na statku”, tylko sposób, w jaki ludzie reagują na nagłe zawieszenie norm. Autor z sadystyczną cierpliwością obserwuje, jak z anonimowych „szczęśliwych zwycięzców” wyłaniają się małe koterie, hierarchie, przywódcy samozwańczy i oportuniści, a język – plotka, półsłówka, oficjalne komunikaty – staje się narzędziem kontroli. Rejs przypomina polityczną makietę: mikropaństwo odcięte od świata, w którym władza nie musi się tłumaczyć, a sprzeciw jest zawsze „nie na miejscu”, bo przecież wszyscy przyjechali tu dobrowolnie. Pod tym względem „Wielkie wygrane” są jak młodszy, bardziej dosłowny kuzyn Kafki – zamiast labiryntu urzędów mamy labirynt korytarzy statku, ale poczucie bezradności wobec bezosobowego „kierownictwa” pozostaje to samo.
Cortázar pisze tu jeszcze stosunkowo klasycznie – żadnych typograficznych eksperymentów czy radykalnych skoków strukturalnych – ale jego ulubione chwyty są już obecne: rozgadane, lekko ironiczne dialogi, swobodny przepływ między obserwacją społeczną a metafizycznym niepokojem, pewna muzyczność frazy, którą Zofia Chądzyńska przenosi do polszczyzny z rzadko dziś spotykaną elegancją. „Wielkie wygrane” bywają niedoceniane, bo przykryte sławą „Gry w klasy”, a to w gruncie rzeczy laboratorium, w którym Cortázar testuje swoje obsesje: przypadek jako motor fabuły, klaustrofobię sytuacji granicznej i pytanie, co człowiek zrobi, kiedy nagroda zamieni się w pułapkę, a regulamin – w metafizyczny żart.