Upiorna dłoń
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis, Zysk i S-ka, 1995
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne zagięcie okładki
O książce
„Upiorna dłoń” to Carroll w miniaturze: nie tyle zbiór opowiadań, ile kolekcja małych zakłóceń rzeczywistości. Zwykle pisze powieści o życiu, w którym nagle otwierają się drzwi do czegoś obcego – tutaj ten mechanizm składa na czternaście–kilkanaście krótkich form. Bohaterowie, pozornie zwyczajni, mają wrażenie, że coś „nie klika”: pokój hotelowy, który nie chce być tylko pokojem („Pokój Jane Fondy”), uczucie winy, które materializuje się jak nieproszony lokator, codzienność, w którą wsuwa się anioł o zaskakująco ludzkiej męczliwości („Zmęczony Anioł”). To nie są klasyczne „horrory”, bliżej im do niesamowitości w sensie Freuda – tego nieprzyjemnego uczucia, że coś zbyt dobrze znane właśnie się popsuło.
Carroll ma tę rzadką umiejętność, by w kilka stron wcisnąć pomysł, o który niektórzy rozciągają całą powieść. Każde opowiadanie jest jak eksperyment, w którym autor sprawdza, co się stanie, gdy do znanej struktury (związek, rodzina, wyjazd, choroba, śmierć) doda się jedno nieprawdopodobne założenie i konsekwentnie je rozegra. Stąd bierze się specyficzny nastrój: opowieści zaczynają się zazwyczaj banalnie, wręcz sennie, po czym skręcają w stronę metafizycznego żartu albo bardzo poważnej przypowieści o odpowiedzialności za własne decyzje. Groza, kiedy się pojawia, jest kameralna: to raczej niepokój w szafie niż potwór za oknem. Zresztą tytułowa „upiorna dłoń” jest dobrą metaforą całej książki – to coś, co dotyka nas z ukrycia, a kiedy się odwracamy, widzimy tylko własny cień.
W polskim kontekście zbiór ma jeszcze inny wymiar: był jednym z tych tomów, dzięki którym Carroll przestał być „tylko” zachodnią ciekawostką, a zaczął funkcjonować jako swoisty patron krajowej fantastyki nastrojowej. Widać tu wszystkie jego znaki rozpoznawcze: skrzyżowanie prozy obyczajowej z onirycznym absurdem, skłonność do moralitetu podszytego ironią, a przede wszystkim przekonanie, że to, co nadprzyrodzone, jest w gruncie rzeczy jedynie wyraźniejszą formą naszych lęków i pragnień. „Upiorna dłoń” to dobry punkt wejścia dla kogoś, kto chce poznać autora, ale boi się od razu wiązać z całymi powieściami – tu można zobaczyć, jak pracuje jego wyobraźnia w krótkim dystansie, gdzie każde zdanie musi mieć wagę, a każde niedopowiedzenie – sens.