Jak powstaje manga
Vademecum młodego rysownika | tom 8 anatomia
Wydawnictwo: Waneko, 2003
Okładka: miekka z obwolutą
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: nieznaczne zagięcia obwoluty
O książce
Tom „Anatomia” z serii „Jak powstaje Manga. Vademecum młodego rysownika” to taka mała szkoła rysunku, która próbuje pogodzić dwie, na pierwszy rzut oka sprzeczne, lojalności: wobec realizmu i wobec stylizacji. Z jednej strony mamy dość klasyczne podejście akademickie – kościec, mięśnie, zależności między nimi – z drugiej: bardzo jasno zaznaczone, że celem nie jest medyczny atlas, lecz ciało w ruchu, w kadrze komiksowym. To nie podręcznik dla przyszłych anatomopatologów, tylko narzędzie dla kogoś, kto chce narysować bohatera, który biegnie, skacze i wpada w ścianę – i żeby przy tym ręka nie wyginała się jak pętla komunikacyjna.
Cenną cechą tego tomu jest wyczucie specyfiki mangi: autorzy nie zatrzymują się na suchym „tu przebiega mięsień”, tylko konsekwentnie pokazują, jak dane struktury zmieniają się w ruchu, przy skręcie tułowia, ugięciu kolana, nachyleniu szyi. Ilustracje krok po kroku pełnią tu funkcję czegoś w rodzaju wizualnego komentarza do zasad, które w tradycyjnych szkołach rysunku podaje się często w formie teoretycznych tyrad. Widać też japońskie przywiązanie do rzemiosła: zamiast zachęty do „rysowania z serca”, mamy metodyczne rozkładanie postaci na bryły, płaszczyzny i napięcia mięśniowe, ale zawsze z myślą o tym, że na końcu ma powstać czytelna, ekspresyjna figura w komiksowym kadrze.
W szerszym kontekście całej trzynastotomowej serii „Jak powstaje manga” ten tom pełni funkcję kręgosłupa – dosłownie i w przenośni. Inne części mówią o perspektywie, fabule, scenach walki czy horrorze, ale „Anatomia” dostarcza fundamentu, dzięki któremu wszystkie te efekty specjalne nie rozsypują się przy pierwszym bardziej dynamicznym ujęciu. Dla polskich czytelników, zwłaszcza z początku wieku, był to zresztą rzadki kontakt z japońskim, systematycznym podejściem do nauki rysunku mangowego – mniej romantycznym niż rodzime poradniki „jak zostać artystą”, a bardziej przypominającym porządny warsztat, który ma przygotować do pracy, a nie tylko do produkowania fanartów. Jak zwykle bywa z anatomią dla rysowników: książka najpierw studzi zapał, a potem, jeśli się przez nią przegryźć, pozwala wreszcie rysować „z głowy” bez ciągłego wrażenia, że coś tu jest nie na swoim miejscu.