Czarny Ogród
Autor: Małgorzata Szejnert
Wydawnictwo: Znak, 2007
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Czarny ogród” to książka, w której Szejnert robi z Giszowca i Nikiszowca to, co inni robią z imperiów: traktuje dwie robotnicze dzielnice jak osobny kontynent historyczny. Zamiast wielkich nazwisk – familoki, szyby kopalniane, familijne zdjęcia i rejestry mieszkańców; zamiast bitew – strajki, plebiscyty, pobory do wojska, językowe przepychanki w urzędach. Ten świat nie jest tłem do „prawdziwej” historii, lecz jej gęstą tkanką: tu dokładnie widać, jak wielka polityka rozcina rodziny na „Polaków” i „Niemców”, a kolejne granice przesuwają się przez mieszkania, nie po mapie.
Autorka stosuje metodę, którą można by nazwać kroniką intymną regionu: z drobiazgowej dokumentacji, archiwów spółki Giesche, wspomnień i mowy potocznej lepi wielogłosową opowieść. Nie ma tu łatwej mitologizacji „śląskości” – Szejnert obchodzi się z nią jak z minerałem: obraca w dłoniach, pokazuje różne płaszczyzny, wady i inkluzje. Robotnicze „miasto-ogród”, zaprojektowane według postępowych idei urbanistycznych, z czasem obraca się w tytułowy „czarny ogród”: przestrzeń, gdzie dobrobyt zawdzięcza się węglowi i ciężkiej pracy, a piękno ceglanej architektury sąsiaduje z pyłem i chorobą. To książka o tym, jak projekt społeczny – paternalistyczny, ale i ambitny – starzeje się wraz z systemem, który go stworzył.
Na tle polskiego reportażu „Czarny ogród” jest pozycją osobną: nie ma tu reporterskiej pogoni za sensacją ani efektownych te tez; jest za to cierpliwe, niemal archiwistyczne przywracanie pamięci ludziom, których nazwiska zwykle toną w przypisach. Stąd też jej rozgłos – nominacje do Nike, Angelusa, Gdyni – nie wynikają z „odkrycia Śląska”, lecz z uświadomienia, że historia XX wieku najlepiej widoczna jest w miejscach rzekomo peryferyjnych. Szejnert pokazuje, że Giszowiec i Nikiszowiec to nie egzotyczna ciekawostka industrialna, ale lustrzane odbicie całej środkowoeuropejskiej nowoczesności: z jej obsesją postępu, przemocą państw narodowych i melancholią po projektach, które skończyły się inaczej, niż planowano.