Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788373594333
Wysyłka od: 15.00 PLN

Zarys dziejów traktora po ukraińsku
Autor: Marina Lewycka

Wydawnictwo: Albatros, 2006
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne zagięcia okładki

O książce

„Zarys dziejów traktora po ukraińsku” to ten rodzaj powieści, który na pierwszy rzut oka wydaje się „tylko” imigrancką komedią, a po kilkudziesięciu stronach okazuje się całkiem sprytną wiwisekcją postsowieckiej pamięci i rodzinnej hipokryzji. Lewycka wykorzystuje fabułę jak z brukowej prasy – sędziwy, samotny intelektualista zakochuje się w młodej, krzykliwej Ukraince o bardzo pragmatycznym podejściu do małżeństwa – żeby opowiedzieć o czymś znacznie poważniejszym: o tym, co dzieje się z ludźmi, których historia XX wieku kilkakrotnie przetoczyła przez maszynkę do mięsa, a którzy teraz starzeją się w spokojnej, prowincjonalnej Anglii. Ten „traktor” z tytułu, pozornie tylko ekscentryczne hobby bohatera, jest w istocie wehikułem pamięci – zawiera całą wiarę pokolenia w postęp, który miał ich wyzwolić, a zamiast tego najpierw ich zniewolił, a potem wypluł na margines Zachodu.

Najmocniejszym polem Lewyckiej jest obserwacja: rodzinne kłótnie, urazy córek wobec ojca, drobne podłości i strategie przetrwania są uchwycone z uchem do dialogu, którego mogłaby jej pozazdrościć niejedna „poważniejsza” proza. Autorka ma szczególne wyczucie groteski emigracyjnej – tej osobliwej mieszanki sentymentalnej mitologii „starej ojczyzny”, aspiracji mieszczańskich w nowym kraju i dość brutalnej rachunkowości ekonomicznej. W bohaterach uderza dwuznaczność: są jednocześnie godni współczucia i irytujący, ofiary historii, które z upodobaniem powielają wzorce przemocy, od których niby uciekły. Humor działa tu jak wytrych – czytelnik brnie w farsę, po czym orientuje się, że od dłuższej chwili czyta o głodzie, terrorze, doświadczeniu obozów, tylko podanym w rozcieńczeniu codziennością.

Jako debiut powieść jest zaskakująco precyzyjna, ale nie bez potknięć: bywa, że Lewycka zbyt chętnie idzie w farsę, pozwalając, by postaci – zwłaszcza młoda żona – ocierały się o karykaturę. Widać jednak, dlaczego krytycy zachodni zobaczyli w tej książce więcej niż ekscentryczną humoreskę: to – w lekkiej formie – jedna z ciekawszych prób opisania, jak radziecka utopia technologiczna (ucieleśniona właśnie w tytułowym traktorze) zamieniła się w prywatyzowaną katastrofę ludzkich biografii. Że polska recepcja jest chłodniejsza, nie dziwi: dla czytelnika z kraju po podobnej stronie żelaznej kurtyny część obserwacji brzmi znajomo aż do banału. Mimo to „Zarys dziejów traktora po ukraińsku” zostaje w pamięci jako rzecz nie tyle „śmieszna”, ile złośliwie czuła – o tym, jak śmiesznie wygląda starość, migracja i wielka historia, gdy ogląda się je z kuchennego stołu w Anglii.