Baudouin de Flandre
Wybór: Elisabeth Pinto-Mathieu
Wydawnictwo: Le Livre de Poche, 2011
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: format kieszonkowy
O książce
To wydanie „Baudouin de Flandre” jest trochę jak odrestaurowana gotycka kaplica: z zewnątrz skromne livre de poche, w środku natomiast cała maszyneria późnośredniowiecznej wyobraźni – i spory aparat rusztowań, który ustawiła wokół tekstu Élisabeth Pinto‑Mathieu. Mamy tu do czynienia z prozową powieścią XV‑wieczną, pisaną już po „Roman de la Rose”, ale wciąż zanurzoną w logice feudalnej chroniki, gdzie historia jest materiałem plastycznym, a genealogia – narzędziem literackiej intrygi. Ferrand, domniemany nieślubny syn Filipa Augusta, jest tu figurą zrodzoną bardziej z obsesji na punkcie dziedziczenia i legitymizacji niż z jakiejkolwiek wiarygodnej tradycji źródłowej; powieść wręcz bawi się granicą między dokumentem a fantazją, wpisując prywatne losy w wielką polityczną scenę konfliktu Francja–Flandria.
Najciekawsza jest właśnie ta formalna i ideologiczna „hétéroclite” konstrukcja: coś pomiędzy kroniką a opowieścią rycerską, między romansem a quasi‑miraculum. Bitwa pod Bouvines funkcjonuje tu nie tyle jako rekonstrukcja wydarzenia historycznego, ile jako wielki teatr sprawiedliwości dziejowej, gdzie nadnaturalne interwencje, przypadek i boska ekonomia łaski wspólnie modelują losy bohaterów. To świat, w którym legitymizacja polityczna i legitymizacja uczuciowa lustrzanie się odbijają: nieślubne pochodzenie, mezalianse, zaskakujące sojusze – wszystko to służy pokazaniu, jak krucha jest oficjalna hierarchia, gdy zderzy się z fabularną inwencją autora. Mamy tu więc średniowieczną wersję „realizmu politycznego”, ale przepuszczoną przez filtr romansowej przygody i cudowności, raczej bliższą „Adenetowi le Roi” niż chłodnej prozie kronikarzy.
Rola Pinto‑Mathieu polega na tym, że nie tylko przywraca tekst do obiegu, lecz także nadaje mu czytelność dla współczesnego odbiorcy – zarówno filologa, jak i cierpliwego amatora. Jej wydanie krytyczne to nie jedynie transkrypcja z manuskryptów i starych druków, lecz próba osadzenia „Baudouina” w sieci późnośredniowiecznych narracji o władzy, rodzie i tożsamości politycznej. Dzięki temu książka nie jest wyłącznie ciekawostką dla mediewistów‑kolekcjonerów, ale materiałem do namysłu nad tym, jak XV‑wieczna Francja opowiadała sobie własną przeszłość: jak fałszowała genealogie, by lepiej zrozumieć teraźniejszość, i jak literatura – pozornie lojalna wobec historii – pozwalała spokojnie podkopywać jej oficjalną wersję. Jeśli interesuje Cię, jak późne średniowiecze samo siebie mitologizuje, „Baudouin de Flandre” w tym wydaniu stanowi źródło pierwszej kategorii.