Księga samotnic
Autor: Milena Moser
Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 1996
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Księga samotnic” to zwięzły zbiór, który czyta się jak katalog damskich „przypadków klinicznych” późnej nowoczesności – tyle że bez białych kitli i z pełną świadomością, że terapeutą bywa tu ironia. Moser bierze na warsztat kobiety, które zwykle stanowią tło: za grube, za ciche, za roszczeniowe, zbyt romantyczne albo zbyt chłodne. W krótkich formach robi z nich centralne postaci, nie po to jednak, by urządzać im feministyczny pomnik, lecz by pokazać, jak codzienna samotność – ta w czterech ścianach, w małżeństwie, w biurze, w łóżku – pracuje w człowieku jak cichy kwas. To nie są bohaterki w wielkich kryzysach, raczej osoby, które po prostu żyją trochę obok własnego życia.
Proza Moser operuje oszczędnym językiem, ale ma w nim hak na czytelnika: jedno zdanie potrafi przejść od komizmu sytuacyjnego do dotkliwego rozpoznania. Ironia jest tu narzędziem obronnym, nie ozdobą – bohaterki często same opowiadają siebie w tonie lekko kpiącym, jakby uprzedzały ocenę z zewnątrz. W efekcie ten krótki tom funkcjonuje trochę jak krzywe zwierciadło wobec popularnych w latach 90. „kobiecech” narracji o samorealizacji: zamiast emancypacyjnego triumfu mamy mikrogesty buntu, zamiast spektakularnej zmiany – drobne sabotaże wobec oczekiwań otoczenia. Tam, gdzie literatura obiecuje „odnalezienie siebie”, Moser pokazuje raczej, jak nie da się całkiem zgubić własnej samotności.
W polskim wydaniu z połowy lat 90. książka musiała działać jak cichy kontrapunkt wobec ówczesnej mody na „nową kobietę sukcesu”: tu sukcesu nie ma, są za to pęknięcia, dziwne nawyki, kompulsywne myśli i absolutna zwyczajność. „Księga samotnic” najlepiej smakuje nie jako jednorazowa lektura, lecz tomik, do którego wraca się opowiadanie po opowiadaniu – trochę jak do notesu z notatkami podsłuchanymi w tramwaju. Nieduża objętość jest tu zaletą: Moser nie nuży, nie moralizuje, raczej podaje czytelnikowi małe, niekomfortowe lusterko i zostawia go z pytaniem, czy aby na pewno sam nie należy do grona tytułowych samotnic – niezależnie od płci.