Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788387021566
Wysyłka od: 15.00 PLN

Dom na Kresach. Powrót
Autor: Philip Marsden

Wydawnictwo: WAB, 1999
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Dom na Kresach. Powrót” to jeden z tych tytułów, które udowadniają, że pojęcie „literatury podróżniczej” bywa w Polsce rozpaczliwie zaniżane. Marsden nie jedzie na Białoruś „po wrażenia”, tylko po cudzą, rozbitą w czasie biografię. Wchodzi w nią jak w dawno porzucony dom: przez szczeliny, z ołówkiem w ręku, konfrontując opowieści Zofii i Heleny z tym, co zostało z majątków, herbów, ale przede wszystkim z pewnego sposobu bycia polskim ziemianinem na rubieżach. Kresy nie są tu ani dekoracją do nostalgicznej pocztówki, ani sceną narodowej martyrologii; to pogranicze w dosłownym, bardzo niekomfortowym sensie – politycznym, kulturowym, emocjonalnym.

Najbardziej interesujące jest to, że historię opowiada nie wnuczka czy prawnuk, lecz zewnętrzny Anglik – trochę późny gość z innej cywilizacji, który próbuje stworzyć z trzech porządków narracyjnych (swojego dziennika z podróży, wspomnień Zofii, zapisków Heleny) coś na kształt wspólnej pamięci. Tam, gdzie polski autor z podobnym materiałem łatwo popadłby w ton elegii dla „utraconego świata”, Marsden zachowuje dystans: pokazuje splendor i ślepotę kresowego ziemiaństwa, jego egzotyczne irlandzko‑rosyjskie genealogie, ale też kompletną bezradność wobec XX wieku, który nadchodzi z szybkością pociągów, deportacji i dekretów. W efekcie z rodzinnej sagi wyłania się studium tego, jak pamięć uporczywie stylizuje przeszłość, a podróż po latach musi tę stylizację znosić krok po kroku.

W polskim czytaniu książka ma jeszcze jedną warstwę: to rzadki przypadek, gdy obcy autor bierze się za naszą ukochaną „kresową mitologię” i ani jej nie wyśmiewa, ani nie uświęca. Pokazuje ją jako prywatny dramat przesiedlonych ludzi, a nie gotowy szablon narodowego sentymentu. W tle przechodzą wszystkie znane daty i reżimy, ale Marsden uparcie wraca do bardzo prostego obrazu – domu, który istnieje już tylko w opowieści i na zarośniętych fundamentach gdzieś na białoruskiej prowincji. Jeśli więc ta książka coś naprawdę odzyskuje, to nie tyle utracony majątek, ile prawo do mówienia o Kresach językiem osobistym, nie z podręcznika historii ani ze szkolnej legendy.