A Barthes Reader
Autor: Roland Barthes
Wydawnictwo: Vintage
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
To nie jest zwykła „czytanka” z Barthesa, raczej coś w rodzaju przenośnej pracowni strukturalizmu i poststrukturalizmu, starannie zaaranżowanej przez Susan Sontag. *A Barthes Reader* pokazuje autora nie jako pomnik teorii, lecz jako pisarza, który nieustannie zmienia maski: od rygorystycznego analityka znaków i mitów masowej kultury, przez wykładowcę od „przyjemności tekstu”, aż po melancholijnego autobiografa. Układ tomu (a w nim mieszanka fragmentów książkowych, esejów, wykładów i krótszych not) nie rekonstruuje żadnej „jednej doktryny Barthesa”, tylko śledzi ruch jego myśli – od klasycznych „Mythologies”, przez teksty o literaturze i autorstwie, aż po późne pisanie o fotografii i żałobie. To bardziej mapa trajektorii niż wybór „najlepszych kawałków”.
Obecność Sontag jest tu kluczowa: jej wstęp nie tylko objaśnia Barthesa anglojęzycznemu czytelnikowi, ale też subtelnie go „ustawia” – jako pisarza, który uczynił z refleksji teoretycznej szczególny gatunek literacki. W efekcie tom czyta się nie jak skrypt z teorii, lecz jak serię literackich eksperymentów z formą eseju. Symptomatyczne jest też to, czego Sontag nie eksponuje: nie ma tu redukcji Barthesa do jednego hasła (np. „śmierć autora”), lecz pokazanie, że każdy słynny slogan jest punktem w większym ruchu – od fascynacji naukowością po zgodę na fragment, szkic, notatnik. Dla czytelnika, który zna Barthesa tylko z podręcznikowych cytatów, ta antologia jest lekkim szokiem: teoria okazuje się tu pisana zmysłowo, z maniakalną dbałością o frazę, ton, gest zdania.
Jako całość *A Barthes Reader* działa więc trochę jak dobrze skomponowana wystawa: widzimy Barthesa semiotycznego (mity, tekst jako system znaków), Barthesa politycznego (ideologia, język jako narzędzie władzy), Barthesa intymnego (fotografia, śmierć, pamięć), a nade wszystko Barthesa, który uczy czytania nie „co autor miał na myśli”, lecz jak tekst wytwarza swoje efekty. Dla świata anglosaskiego ten tom był jednym z głównych kanałów recepcji Barthesa – i to czuć: dobór tekstów jest zarazem reprezentatywny i lekko pedagogiczny, nastawiony na czytelnika, który chce „wejść w teorię”, ale niekoniecznie zna kulisy francuskich sporów. To nie jest ostatnie słowo o Barthesie, ale bardzo inteligentny punkt wejścia, który uświadamia, że obcujemy z kimś, kto był równie wrażliwy na zdanie Flauberta, co na reklamę mydła i fotografię matki – i z tego właśnie zrobił projekt myślowy na całe życie.