Orient i kontrkultury
Autor: Stanisław Tokarski
Wydawnictwo: Wiedza Powszechna, 1984
Okładka: miękka
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Orient i kontrkultury” to jeden z tych tytułów z lat 80., które dziś czyta się trochę jak kapsułę czasu, a trochę jak trzeźwiący komentarz do współczesnej „duchowości lifestyle’owej”. Tokarski nie pisze z pozycji fana ani tropiciela „zagrożeń ze Wschodu”; przypomina raczej uważnego religioznawcę, który w kontrkulturowym zachwycie nad jogą, zen i guru widzi przede wszystkim fascynujący eksperyment kulturowy – i jego koszty. Interesuje go nie tyle sam Orient, ile to, co dzieje się z „Wschodem” po przejściu przez zachodni młyn: klisze, uproszczenia, ale też autentyczne przemiany świadomości, które rodzą się w środowiskach hippisów, komunami, ruchach typu Hare Kriszna czy projektach w rodzaju Auroville.
Najmocniejsze fragmenty tej książki to te, w których Tokarski pokazuje, jak ruchy kontrkulturowe przetwarzają importowane idee w cały wachlarz praktyk – od „jogi biernego oporu” po „jogę teatru”, od psychodelicznego „oświecenia” po minimalistyczny zen jako strategię estetyczną. W tle stale obecne jest pytanie: gdzie kończy się autentyczne spotkanie z inną tradycją, a zaczyna moda, turystyka duchowa albo zwykła ucieczka od własnej kultury? Tokarski ma ucho wyczulone na fałszywe tony: potrafi docenić głębokość niektórych prób (np. poważne traktowanie dyscypliny medytacyjnej), a równocześnie demaskować naiwne mitologie Zachodu na temat „mądrości Wschodu”, które z rzeczywistymi tradycjami Indii czy Japonii mają niewiele wspólnego.
Dziś, w epoce mindfulnessu w korporacjach i „jogi na wszystko”, książka Tokarskiego zyskuje drugi oddech. Widać w niej wczesną, przenikliwą diagnozę procesów, które doprowadziły do pełnej komercjalizacji „orientalnych” praktyk, a zarazem uczciwą próbę zrozumienia, dlaczego Zachód uparcie szuka duchowych protez poza własną tradycją. „Orient i kontrkultury” sytuowałbym obok klasycznych studiów nad kontrkulturą, ale z ważnym polskim akcentem: pisane zza żelaznej kurtyny, a jednak świetnie osadzone w międzynarodowej debacie. Dla czytelnika obeznanego z literaturą o hippisach i New Age będzie to lektura bardziej interpretacyjna niż faktograficzna – i właśnie dlatego wciąż ciekawa.