Ostatni Odruch
Autor: Romuald Karaś
Wydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1986
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Ostatni odruch” to jedna z tych książek, które zaczynają się jak klasyczny „true crime”, a kończą jako diagnoza całej epoki. Karaś bierze na warsztat pozornie prostą sprawę – strzały przed warszawską „Ziemiańską” w 1932 roku – i rozciąga ją jak kliszę fotograficzną: z pojedynczego błysku zbrodni wydobywa całe tło społeczno‑ekonomiczne II Rzeczypospolitej. Zabójstwo Gastona Koehlera przez Juliana Błachowskiego nie jest tu sensacją, lecz punktem zapalnym, który zmusza autora do grzebania w aktach, listach, pamiętnikach i w pamięci ostatnich świadków. Nie interesuje go więc wyłącznie „kto zabił” (to wiemy od pierwszych stron), ale „jak system doprowadza człowieka do ostateczności”.
W konstrukcji książki czuć rzetelność dawnego reportażu: Karaś nie goni za efektem, konsekwentnie składa narrację z drobnych faktów, sprzecznych zeznań i urzędowych formułek, z których wyłania się coraz bardziej ludzki, a nie „gazetowy” obraz sprawcy. Widać tu pokrewieństwo z tym, co u nas robili najlepsi reporterzy sądowi lat 60. i 70., ale i z tradycją Capote’owską – z tą różnicą, że Karaś jest powściągliwszy, mniej wystawia na pokaz własne „ja”, bardziej ufa dokumentom. To reportaż, który nie próbuje czytelnika oszołomić, tylko powoli osacza go szczegółem: bieda, bezrobocie, groźba eksmisji nie są tłem psychologicznym, lecz realnym, materialnym ciśnieniem, z którego rodzi się „ostatni odruch”.
Najciekawsze jest jednak to, jak ta książka – wydana przez MON w 1986 roku – mimowolnie tworzy podwójne zwierciadło. Karaś pisze niby o międzywojennym kryzysie, o klasowym napięciu, o bezsilności zwykłego człowieka wobec instytucji, ale czytelnik lat 80. (i dzisiejszy) słyszy w tym subtelny dialog z własną rzeczywistością. Dzięki temu „Ostatni odruch” funkcjonuje na dwóch poziomach: jako drobiazgowa rekonstrukcja procesu sądowego i jako studium tego, co się dzieje, gdy państwo traktuje obywatela jak pozycję w statystyce. Nie ma tu moralizatorstwa, jest za to chłodna, precyzyjna empatia – ten rodzaj literatury faktu, który starzeje się wolniej niż kroniki i szybciej niż ideologie, bo wraca do elementarnego pytania: ile opresji potrzeba, by przyzwoity człowiek sięgnął po broń.