Historia nagości
Autor: Philip Carr-Gomm
Wydawnictwo: Bellona, 2010
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Historia nagości” Philipa Carr‑Gomma to coś w rodzaju kulturowej biografii ludzkiego ciała – nie tyle „od Adama i Ewy do Instagrama”, ile od szamanów i druidów po kampanie PETA i reality show. Autor traktuje nagość jak zwierciadło, w którym odbijają się zmiany religii, władzy i obyczaju. Interesuje go nie tyle samo nagie ciało, ile to, kto, kiedy i po co decyduje, że nagość ma być święta, wstydliwa, wywrotowa albo po prostu użytkowa. Ta szeroka perspektywa – od rytuałów inicjacyjnych po clickbaitowe nagłówki – przypomina raczej eseistykę Gombricha niż podręcznik antropologii: dużo przykładów, ciągłe przechodzenie między epokami, mniej tabel i definicji, więcej skojarzeń.
Carr‑Gomm ma podwójne oblicze: z jednej strony jest autorem popularnonaukowym, z drugiej – człowiekiem zanurzonym w tradycjach neopogańskich i druidyzmie. To czuć zwłaszcza tam, gdzie opisuje religie pierwotne i ruchy inicjacyjne: pisze z wyraźną sympatią do kultur, które nie demonizują ciała, lecz włączają je w rytuał. Jego przegląd religii „wielkich cywilizacji” jest przez to lekko „skrzywiony”: chrześcijaństwo i judaizm wypadają jako systemy podejrzliwe wobec nagości, podczas gdy religie o bardziej cielesnej symbolice otrzymują ton życzliwej egzotyki. Nie jest to wada, o ile czytelnik rozumie, że ma przed sobą raczej zaangażowanego eseistę niż beznamiętnego kronikarza – co zresztą czyni lekturę żywszą niż większość akademickich ujęć tematu.
Najmocniej książka pracuje tam, gdzie ciało zderza się z polityką i rynkiem: przy analizie nagiej manifestacji (od Lady Godivy po współczesne aktywistki i happeningi) oraz historii nudyzmu jako ruchu, który od utopii powrotu do natury przechodzi w zinstytucjonalizowaną rozrywkę. Rozdziały o sztuce, popkulturze i erozji wstydu w epoce Internetu nie wnoszą może przełomu teoretycznego, ale porządkują rozproszone intuicje: że współczesna nagość jest jednocześnie wszędzie i nigdzie – wszechobecna w obrazach, a zarazem ciasno regulowana prawnie i obyczajowo. To książka dobra nie dlatego, że mówi rzeczy odkrywcze, lecz dlatego, że łączy odległe pola – od rytuału plemiennego po billboard – i pozwala zobaczyć, że historia nagości jest w gruncie rzeczy historią tego, kto ma prawo decydować o naszym ciele.