Idee
Autor: Brzozowski
Wydawnictwo: Hachette, 2011
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: exlibris
O książce
„Idee” to taka książka, którą w bibliotece poznaje się po ciężarze, zanim jeszcze otworzy się okładkę. Nie tylko fizycznym: Brzozowski próbuje tu udźwignąć całą nowoczesność – jej filozofię, religię, ekonomię, literaturę – i przekuć w coś, co nazywa „filozofią dojrzałości dziejowej”. W praktyce oznacza to bezlitosne rozprawianie się z wszelką biernością: z romantycznym kultem „duszy”, z estetycznym kontemplowaniem życia, z religią traktowaną jak azyl, a nawet z samym marksizmem, jeśli ten zamienia się w wygodny fatalizm „praw dziejowych”. Dla Brzozowskiego liczy się tylko to, co wytworzone pracą – nie tylko fabryczną, ale duchową, kulturową, moralną.
W „Ideach” widać już w pełni jego charakterystyczny gest: filozofia nie jest tu systemem, ale ciągłym wysiłkiem samouświadamiania sobie własnego uwikłania w historię. Stąd te rozległe, nerwowe, momentami niemal histeryczne analizy: katolicyzmu i jego polskich deformacji, rosyjskiego nihilizmu, mieszczańskiej kultury, tradycji romantycznej, a także marksizmu, który Brzozowski poddaje rewizji od środka, próbując wydobyć z niego nie dogmat, lecz etykę czynu. Język jest gwałtowny, nasycony, niewiele ma z gładkiej akademickiej rozprawy – to raczej zapis myśli w ruchu, pełen zastrzeżeń, samokorekty, naporu skojarzeń. Dla czytelnika przyzwyczajonego do uporządkowanych traktatów może to być męczące; dla tych, którzy lubią myśl „na gorąco”, jest to właściwie jedyna możliwa forma.
W obrębie polskiej tradycji „Idee” są czymś w rodzaju niedoszłego centrum: książką, która mogła stać się fundamentem nowoczesnej, odpowiedzialnej intelektualnie samoświadomości, ale przez biografię autora, klimat polityczny i późniejsze stereotypy została na długie lata zepchnięta na margines. Dzisiejszy czytelnik, sięgając po to wznowienie, dostaje do ręki nie tyle „klasykę”, co zwierciadło naszych chronicznych problemów: prowincjonalności, ucieczki w mit, nieufności wobec pracy rozumianej jako długoterminowy wysiłek kulturowy. Brzozowski bywa przesadny, czasem niesprawiedliwy, miejscami zwyczajnie męczący – ale rzadko kiedy jest obojętny. To jedna z tych książek, po których nie wraca się do spokojnego uprawiania „dobrej woli” w myśleniu; albo się ją odrzuca, albo uznaje za niewygodnego, lecz potrzebnego domownika własnej biblioteki.