Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8370793401
Wysyłka od: 15.00 PLN

Kacica
Autor: Pavel Kohout

Wydawnictwo: Muza, 1995
Okładka: miekka 
Stan: dobry minus

Uwagi: zagięcia okładki, przykurzona okładka

O książce

„Kacica” Kohouta to jedna z tych powieści, które brzmią jak ponury koncept z kabaretu politycznego, a po kilku rozdziałach okazują się zaskakująco precyzyjnym traktatem o tym, jak państwo przerabia obywatela na narzędzie. Pomysł szkoły dla katów – z jej programem nauczania, egzaminami praktycznymi, wewnętrzną hierarchią – jest tu czymś więcej niż groteskową dekoracją. Kohout z uporem urzędnika ministerstwa edukacji rozpisuje logikę instytucji: od selekcji kandydatów po ideologiczną „misję” zawodu. Lizinka, która nie dostała się do szkoły teatralnej, trafiając do tej akademii śmierci, nie jest wyłącznie figurą satyryczną – to bardzo celne ujęcie tego, jak w systemie totalitarnym indywidualne aspiracje są przekierowywane w kanały społecznie użyteczne, byle lojalne.

To, co w streszczeniu brzmi jak czarna komedia, w lekturze przypomina dziwne skrzyżowanie Kafki z podręcznikiem BHP. Kohout ma słabość do detalu technicznego – opisy procedur, urządzeń, metod – ale tę drobiazgowość wykorzystuje nie do epatowania okrucieństwem, tylko do obnażenia administracyjnej twarzy przemocy. Szubienica, gilotyna, gaz, nowoczesne technologie – wszystko podane jak kolejne etapy „postępu” cywilizacji, które uczennica musi opanować, tak jak gdzie indziej opanowuje się klasyczny repertuar. Groteska polega na tym, że język dydaktyki i język zbrodni stapiają się w jedno; system nie potrzebuje sadystów, tylko dobrze wyszkolonych, ideowo poprawnych fachowców.

W tle stale pobrzmiewa doświadczenie realnego socjalizmu: szkoła katów jest tylko nieco zniekształconym zwierciadłem zwykłych instytucji – techników, szkół partyjnych, aparatów bezpieczeństwa. Kohout, dawny entuzjasta, a później dysydent, ma doskonałe ucho do języka władzy: regulaminów, przemówień, eufemizmów, które przykrywają przemoc. „Kacica” działa więc podwójnie: jako atrakcyjna fabuła z wyrazistym konceptem i jako bezlitosna analiza tego, jak państwo wciąga jednostkę w machinę, oferując jej zamiast sensu – zawód, karierę, „służbę społeczeństwu”. Ironia polega na tym, że Lizinka dostaje dokładnie to, czego chciała: scenę, rolę, publiczność. Tylko sztuka, w której gra, jest dramatem pisanym przez historię egzekucji.