Klimatyzowany koszmar
Autor: Henry Miller
Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 2000
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Klimatyzowany koszmar” to książka, w której Miller wreszcie robi to, na co w powieściach często brakowało mu alibi: zamiast udawać fabułę, mówi wprost, co myśli o cywilizacji amerykańskiej. Podróż przez Stany jest tu pretekstem raczej topograficznym niż narracyjnym – samochód posuwa się naprzód, ale istotą są kolejne stacje rozczarowania: utytłana w dobrobycie klasa średnia, prowincjonalna mentalność, rozpędzona technika, która produkuje nie tyle wygodę, ile otępienie. Tytułowe „klimatyzowanie” to dla Millera metafora sterylizacji: człowiek odłączony od natury, od własnego ciała, od ryzyka i niewygody, zamknięty w wygodnym, sztucznie regulowanym piekle komfortu.
Na tle jego paryskich powieści ten tom działa jak zimny prysznic: tam mieliśmy rozpasany, cielesny, rozlewający się monolog, tu – wciąż emocjonalny, ale bardziej ukierunkowany atak na kraj pochodzenia. Nie jest to jednak prosta filipika „antyamerykańska”; Miller nie pisze jak ideolog, raczej jak artysta, który wrócił z Europy i odkrył, że ojczyzna nie ma już dla niego żadnego języka – poza językiem zysku i reklamy. Stąd te osobliwe kontrapunkty: obok druzgocących tirad o masowej kulturze pojawiają się fragmenty czystego zachwytu nad pejzażem, napotkanymi jednostkowymi osobowościami, rzadkimi enklawami autentyczności. Ameryka jest dla niego jednocześnie potworem i nieukończonym arcydziełem, które ktoś bezmyślnie przerabia na centrum handlowe.
Wartość „Klimatyzowanego koszmaru” dziś polega może mniej na „trafności diagnozy”, a bardziej na samej skali oskarżenia. Miller mówi o konsumeryzmie, korporacjach i duchowej zapaści w latach 40., jakby opisywał naszą rzeczywistość, tylko jeszcze w wersji próbnej. Jego styl – w polskim przekładzie zachowujący mieszaninę patosu, wulgarności i nagłych iluminacji – sprawia, że książka bliższa jest długiemu, wzburzonemu listowi niż klasycznemu reportażowi. To lektura dla tych, którzy nie szukają „obiektywnego obrazu Ameryki”, lecz chcą zobaczyć, co się dzieje, gdy wrażliwy, rozpasany językowo indywidualista zderzy się z krajem urządzonym jak wielka, dobrze działająca lodówka na ludzkie życie.