Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Wybór dramatów
Autor: Stanisław Ignacy Witkiewicz

Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Ossolineum, 1974
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne otarcia okładki

O książce

„Wybór dramatów” Witkacego w Bibliotece Narodowej to w gruncie rzeczy mała prywatna „świątynia Czystej Formy”, starannie wybrukowana przypisami. Zestawienie „Nowego wyzwolenia”, „W małym dworku”, „Mątwy”, „Janulki, córki Fizdejki”, „Matki” i „Szewców” daje przekrój niemal laboratoryjny: od rodzinnej makabreski i farsy metafizycznej po polityczno‑rewolucyjną apokalipsę. To nie jest „zestaw szkolny”, lecz raczej dobrze przemyślana mapa, na której widać, jak z tej samej obsesji – lęku przed „zbydlęceniem” człowieka w zmechanizowanej cywilizacji – wyrastają zupełnie różne eksperymenty formalne. Kto przejdzie przez cały tom, ten już wie, że pojęcia „fabuła” i „psychologiczna wiarygodność” trzeba u Witkacego traktować co najmniej z podejrzliwością.

Decydującą rolę odgrywa tu wstęp Jana Błońskiego – masywny, uczony, ale nie zadyszany, dziś sam już tekst historyczny, bo pisany jeszcze w chwili, gdy Witkacy dopiero wychodził z roli „dziwaka z Zakopanego” do kanonu. Błoński porządkuje to, co w dramatach z zasady nie chce być uporządkowane: tłumaczy genezę Czystej Formy, pokazuje, jak groteska i absurd nie są kaprysem ekscentryka, ale odpowiedzią na rozpad dawnych systemów wartości. Dla czytelnika, który zna tylko „Szewców” z matury, będzie to mocne przewietrzenie schematów: nagle okazuje się, że pod groteskową gadaniną kryje się bardzo konsekwentna filozofia katastroficzna, nieprzyjazna zarówno mieszczańskiej stabilizacji, jak i rewolucyjnym utopiom.

Ossolińskie wydanie ma jeszcze jedną zaletę, którą ceni się dopiero po spotkaniu z niechlujnymi reprintami: to jest edycja krytyczna, z aparatem naukowym, który nie zabija przyjemności lektury, ale ratuje ją w momentach, gdy żargon, neologizmy i aluzje historyczne stają się dla współczesnego czytelnika niemal nieprzebytym gąszczem. Kwaśny oczyszcza teksty, doprecyzowuje warianty, objaśnia aluzje – tak, by absurd pozostał absurdalny w sensie artystycznym, a nie dlatego, że nic nie rozumiemy. W efekcie dostajemy tom, który może służyć jednocześnie studentowi historii literatury, reżyserowi szukającemu materiału wybuchowego na scenę i czytelnikowi, który lubi, gdy teatr mówi o końcu świata, ale przy tym się z siebie śmieje. Jeśli chcesz, mogę przyjrzeć się jednemu z tych dramatów osobno – na przykład „Matce” albo „Szewcom”.

Polecamy