Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8390003929
Wysyłka od: 15.00 PLN

Bunt na okręcie
Autor: Herman Wouk

Wydawnictwo: Petra,  1991
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Bunt na okręcie” to jedna z tych powieści wojennych, które w istocie bardziej interesują się ludzkim charakterem niż batalistyką. Wouk bierze na warsztat okręt tak mało heroiczny, jak to tylko możliwe – zużyty trałowiec, dryfujący po zapleczu wielkiej wojny na Pacyfiku – i czyni z niego scenę moralnego dramatu. Na początku widzimy wszystko oczami Willie’ego Keitha, chłopca z dobrego domu, który w wojsku szuka raczej dekoracji dla własnego ego niż obowiązku. Okręt jest dla niego czymś między przypadkowym przydziałem a towarzyską degradacją. Ten perspektywiczny wybór jest bardzo celny: wojna pozostaje w tle, a na pierwszym planie mamy powolne dojrzewanie kogoś, kto zderza się i z hierarchią, i z własnym tchórzostwem.

Centralną figurą książki jest jednak nie Willie, tylko kapitan Queeg – jeden z najciekawszych „złych” dowódców w literaturze. Wouk nie rysuje go grubą kreską; to nie sadystyczny tyran ani genialny szaleniec, tylko człowiek mały, lękliwy, przesiąknięty regulaminem niczym religią zastępczą. Jego paranoiczne drobiazgowe czepialstwo – słynne kulki w dłoni, rozprawy o zaginionych truskawkach – wyrasta z lęku przed własną nieadekwatnością. Z tej mieszaniny tchórzostwa i formalnego autorytetu rodzi się sytuacja, w której Maryk, oficer daleki od rewolucyjnych skłonności, zostaje wciągnięty w rolę buntownika. Wouk bardzo konsekwentnie pokazuje, jak „bunt” rodzi się nie z odwagi, lecz z bezsilności – i jak łatwo moralna pewność rozpływa się w starciu z literą prawa.

Najmocniejszy jest jednak drugi plan: proces marynarki, gdzie cały dramat z pokładu Caine’a zostaje przeżuty przez wojskową machinę prawną. Wouk robi coś dość nieprzyjemnego dla czytelnika: odbiera komfort jasnego osądu. Obnaża Queega, ale zarazem obnaża też tych, którzy na jego słabości budują własne alibi. Prawnik Greenwald, chyba najuczciwsza postać książki, w swoim gorzkim wywodzie przypomina, że „buntownicy” są w dużej mierze beneficjentami takich właśnie Queegów, którzy – choć żałośni – wykonują brudną, odpowiedzialną robotę. W efekcie „Bunt na okręcie” nie jest ani apoteozą nieposłuszeństwa, ani hymnówką na cześć wojskowej dyscypliny. To dość bezlitosne studium tego, jak łatwo mylimy wygodną moralność z odwagą, a tchórzostwo z lojalnością – i jak niewdzięczna jest prawda, kiedy odzieramy ją z heroicznych pozorów.