Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 830700392X
Wysyłka od: 15.00 PLN

Bubu z Montparnasse
Autor: Charles-Louis Philippe

Wydawnictwo: Czytelnik, 1981
Okładka: twarda 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Bubu z Montparnasse” to powieść z tego krótkiego, ale osobnego szeregu książek, które demoralizują przede wszystkim czytelnika – nie dlatego, że opisują prostytucję, lecz dlatego, że po kilkunastu stronach zaczyna wstydzić się własnych złudzeń moralnych. Philippe nie pisze „o nędzy” w trybie reporterskim ani z patosem społecznego oskarżenia; on przerzuca nas od razu na poziom codzienności, gdzie sutener jest po prostu mężem, prostytucja – rzemiosłem, a miłość – luksusem, na który nikogo tu naprawdę nie stać. W tym sensie Bubu i Berta są parą równie „zwyczajną”, jak Emma i Karol Bovary – tylko, że zamiast prowincjonalnego mieszczaństwa mamy Montparnasse, tani hotel i szpital wenerologiczny.

Rozgłos Zoli bywa tu niekiedy cieniem zbyt łatwym: Philippe korzysta z narzędzi naturalizmu, ale nie ciąży mu katalogowanie brudu, tylko rejestracja drgnień psychicznych. W relacji Pierre’a z Bertą najbardziej znamienne nie jest to, że on chce ją „uratować”, lecz to, jak szybko jego moralny zryw stapia się z własną słabością, tchórzostwem, wreszcie – wygodnym odwróceniem wzroku. Choroba weneryczna w tej książce jest tym, czym u Flauberta kompromitacja towarzyska – nie tanią metaforą, tylko społecznym wyrokiem: raz oznaczony ciałem człowiek nie ma już prawa do niewinności, choćby bardzo jej pragnął. Philippe ma przy tym rzadki dar: nie potępia nikogo, a jednocześnie nie pozwala nikomu się usprawiedliwić.

Dla dzisiejszego czytelnika „Bubu z Montparnasse” może być zaskakująco świeży właśnie przez tę trzeźwość – tu nie ma ani buntu w stylu lat 60., ani sentymentalnej rehabilitacji „kobiety upadłej”. Berta nie jest ani ofiarą w stylu Zoli, ani heroiną w duchu feminizmu z późnych antologii: jest osobą, upartym, gwałtownym charakterem, wplątanym w sieć zależności ekonomicznych i uczuciowych, których nie da się przeciąć samą „dobrą wolą”. W niewielu stronach Philippe udaje się to, co wielu późniejszych autorów rozciągało na grube tomy: napisać powieść społeczną, która jest jednocześnie bezlitosna dla struktur i absolutnie czuła wobec pojedynczego człowieka.