Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8386743883
Wysyłka od: 15.00 PLN

Oddałam ci całe życie
Autor: Zoé Valdés

Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 1999
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Oddałam ci całe życie” to w gruncie rzeczy powieść o tym, jak historia pożera prywatne biografie – tyle że zamiast patosu mamy tu głos kobiety, która nie nadaje się ani na „bohaterkę rewolucji”, ani na ikonę oporu. Cuquita Martínez jest z tych bohaterek, które wielkie narracje omijają, a jednak to przez jej spojrzenie widać najlepiej obłęd Kuby od Batisty po Castro: nocne kluby, prostytucję, rewolucyjną euforię, a potem powolne gnicie codzienności. Valdés robi coś, czego latynoamerykańska proza polityczna często sobie odmawiała: zamiast monumentalnych metafor narodu, daje ciało, pożądanie, rozczarowanie i rachunki nie do zapłacenia.

W tle migocze cała ikonografia Kuby – Hawana jako miasto, które jednocześnie się rozkłada i wciąż tańczy, jest tu nie tyle scenerią, co wspólnikiem losu bohaterki. Autorka ma ucho do języka ulicy: mieszanka wulgarności, dowcipu, nostalgii i lokalnych zwrotów tworzy rejestr, w którym polityka brzmi jak coś podejrzanie podobnego do wiecznego „mañana”. W odróżnieniu od klasycznego „boomu” latynoamerykańskiego, Valdés nie szuka magii w realizmie, lecz ironii w realizmie rozpadającego się systemu – zamiast cudów mamy reglamentowane mydło, kolejki i miłość, która w praktyce zawsze kosztuje drożej, niż obiecywała.

Na tle innych kubańskich narracji o rewolucji książka wyróżnia się tym, że niczemu nie chce służyć – ani propagandzie, ani czystej nostalgii emigrantów. To prywatny rachunek sumienia pisany z perspektywy kobiety, której „oddane całe życie” okazuje się zainwestowane w fałszywą obietnicę – tak polityczną, jak uczuciową. W polskim przekładzie Macieja Ziętary wyczuwalna jest próba ocalenia tej mieszaniny dosadności i liryzmu; momentami chropowata, ale dzięki temu bliska oryginalnej, „brudnej” fakturze Hawany. Powieść Valdés czyta się jak spóźniony anty-romans z rewolucją: zamiast wielkiego finału zostaje posmak zmarnowanych lat i dziwne, dość współczesne pytanie, ile życia wolno oddać jakiejkolwiek idei, zanim zacznie to przypominać zwykłe samounicestwienie.