Katastrofizm ocalający. Z problematyki poezji tzw. drugiej awangardy
Autor: Janusz Kryszak
Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1978
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Katastrofizm ocalający” to jedna z tych książek, które – paradoksalnie – starzeją się dobrze właśnie dlatego, że dotykają doświadczenia starzenia się świata. Kryszak, zamiast powtarzać banalną formułę „przeczucia wojny w poezji międzywojnia”, rozbiera na części pierwsze sam mechanizm katastroficznego widzenia: jak z połączenia lęku, etycznej czujności i formalnej dyscypliny rodzi się język, który nie tylko opisuje kryzys cywilizacji, ale próbuje go przetransformować w coś w rodzaju duchowego azylu. Tytułowe „ocalanie” nie ma tu w sobie nic z naiwności – bliżej mu do twardej świadomości, że jedyną przestrzenią, w której można jeszcze zachować sens, jest słowo, a więc poezja rozumiana jako precyzyjny instrument poznawczy, nie ozdobnik.
Moc tej książki polega na tym, że Kryszak naprawdę czyta poetów Drugiej Awangardy – Czechowicza, Łobodowskiego i ich krąg – a nie tylko ich etykietę. Interesuje go napięcie: między pragnieniem wtopienia się w „wielki porządek” a nieusuwalnym przeczuciem nadciągającej katastrofy; między odpowiedzialnością obywatelską a poczuciem bezsilności wobec historii; między wizją zbiorowej zagłady a intymnym doświadczeniem lęku. Z tego wywodzi się jego koncepcja katastrofizmu, który nie kończy się na apokaliptycznych obrazach, lecz szuka punktów ratunkowych: w pamięci kultury, w mistycznym podskórnym ładu świata, czasem w samej zasadzie formy poetyckiej, która stawia opór chaosowi. To już nie jest tylko historia „ciemnych przeczut” lat 30., lecz diagnoza postawy duchowej, która powraca w każdej epoce kryzysu.
Na tle krytyki powojennej książka Kryszaka wyróżnia się właśnie tym, że nie rozcina materiału na „estetykę” i „światopogląd”. Katastrofizm to u niego zarazem styl, etyka i metafizyka – nic dziwnego, że praca szybko stała się punktem odniesienia w badaniach nad Drugą Awangardą. W odróżnieniu od skrótowych omówień podręcznikowych, które z Czechowicza robią wyłącznie „poetę apokalipsy”, Kryszak odsłania logikę wewnętrznego paradoksu: poezja widząca zagładę staje się jednocześnie ostatnim miejscem, w którym można mówić o świecie poważnie. Dlatego warto do tej pozycji wracać nie tylko jako do dokumentu akademickiego z końca PRL-u, ale jako do wnikliwego studium tego, co dzieje się z wrażliwością literacką, gdy historia zaczyna grozić, że zamieni się w ruinę.