O literaturze, sztuce i dydaktyce. Dialogi dawne i nowe
Autor: Anna Pilch
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 2018
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„O literaturze, sztuce i dydaktyce. Dialogi dawne i nowe” to książka z gatunku tych, które nie dają się zbyć jednym etykietką „monografia naukowa”, choć formalnie do tej szufladki należą. Pilch pracuje tu na własnym – już wyraźnie rozpoznawalnym – idiomie: z jednej strony w pełni akademickim, z drugiej wciąż zanurzonym w żywe doświadczenie lektury i szkoły. „Dialogi” z tytułu to nie ozdobnik, ale sposób myślenia: autorka konsekwentnie rozmawia jednocześnie z tradycją humanistyki, z konkretnymi tekstami literackimi i plastycznymi oraz z praktyką dydaktyczną. Mamy więc nie tyle zbiór rozproszonych artykułów, ile przemyślany montaż – ścieżkę prowadzącą od dawnych modeli obcowania z kulturą do dzisiejszych, coraz bardziej pospiesznych i rozproszonych.
Najmocniejsze fragmenty tomu to te, w których Pilch zderza literaturę z malarstwem i pokazuje, że „czytanie” obrazu wymaga podobnej cierpliwości i dyscypliny, co interpretacja wiersza. Zamiast deklamować truizmy o „interdyscyplinarności”, autorka pracuje na detalu: na jednym geście pędzla, jednej metaforze, pojedynczym „trudnym” fragmencie tekstu. Interesuje ją iluzja artystyczna, retoryka przedstawienia, to, jak słowo i obraz umawiają się z odbiorcą na grę w „jak gdyby”. W tym sensie książka jest cichym sprzeciwem wobec szkolnego konsumowania kultury „po streszczeniu” – Pilch upomina się o powolność, precyzję, o przywilej zadawania tekstowi niewygodnych pytań, zamiast odhaczania „klucza interpretacyjnego”.
Warstwa dydaktyczna nie jest tu dodatkiem, ale równorzędnym polem refleksji. Autorka traktuje szkołę poważnie – nie jako miejsce wdrażania „nowych metod”, lecz jako przestrzeń przekazywania sposobu widzenia świata. Pojawiają się więc kwestie kanonu, lektur „za trudnych” dla uczniów, rzekomej nieprzystawalności klasycznych tekstów do współczesnej wrażliwości. Pilch nie poddaje się łatwym modom ani lamentom nad „końcem czytania”; raczej pokazuje, że prawdziwy problem leży w tym, jak uczymy patrzeć i czytać – czy pozwalamy, by uczeń zetknął się z nieprzejrzystością, milczeniem, niedopowiedzeniem. Dla polonistów i dydaktyków będzie to lektura niewygodnie uczciwa: nie oferuje prostych recept, ale zmusza do rewizji własnych przyzwyczajeń, przypominając, że edukacja humanistyczna zaczyna się tam, gdzie przestajemy bać się tekstu, który nie poddaje się od razu „opracowaniu”.