Apokryfy Nowego Testamentu
Autor: Hugolin Langkammer OFM
Wydawnictwo: Księgarnia Świętego Jacka, 1989
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Apokryfy Nowego Testamentu” Langkammera to książka, którą czyta się trochę jak przewodnik oprowadzający po bocznych kaplicach wielkiej katedry chrześcijaństwa. Autor – uczony franciszkanin, a nie łowca sensacji – zamiast epatować „zakazanymi Ewangeliami”, wykonuje rzecz o wiele ciekawszą: pokazuje, jak rozległe i żywotne było imaginarium pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nie interesuje go kolekcjonerska kompletność, lecz to, co apokryfy mówią o tym, jak wspólnoty wierzących dopełniały kanoniczny przekaz: legendy dzieciństwa Jezusa, alternatywne opowieści o męce, rozbudowane wizje zaświatów, pisma pseudo-patriarchów. W efekcie otrzymujemy nie „sensacyjne odkrycia”, tylko podręczne laboratorium wczesnochrześcijańskiej wyobraźni.
Langkammer pisze językiem wykładowcy, który zakłada u czytelnika dobrą wolę, ale niekoniecznie doktorat z filologii klasycznej. Krótkie, treściwe omówienia zamiast nużących aparatów krytycznych, wyraźne osadzenie pism w kontekście judaizmu okresu Drugiej Świątyni oraz rodzącej się teologii Kościoła – to raczej przypomina solidne wprowadzenie do seminarium biblijnego niż podręcznik dla adeptów teorii spiskowych. Ewangelia Piotra, teksty henochiańskie, apokaliptyka typu „Apokalipsa Abrahama” czy rozmaite historie cudów dzieciństwa są tu pokazane nie jako „konkurencja” dla Nowego Testamentu, lecz jako jego otoczenie: piśmiennictwo, które krążyło w obiegu, wpływało na pobożność, a miejscami dyskretnie przeniknęło do tradycji liturgicznej i ikonograficznej.
Z dzisiejszej perspektywy, po latach wysypu przekładów apokryfów i bardziej rozbudowanych tomów (choćby monumentalne edycje pod redakcjami Schneemela, Bovona czy w polszczyźnie Markowskiego i Starowieyskiego), ten wczesny, niewielki tom Langkammera ma urok pierwszego, uporządkowanego szkicu. To książka z czasów, gdy w polskim obiegu naukowym temat wciąż był obwarowany podejrzliwością, a już jednak traktowany poważnie. Dla początkującego czytelnika może być bardzo sensowną furtką do tematu; dla kogoś bardziej zaawansowanego – świadectwem etapu, na którym biblistyka katolicka oswajała „literaturę poboczną” jako ważny materiał źródłowy, a nie literacki odpad. I jeśli czegoś jej nie należy zarzucać, to właśnie sensacyjności: Langkammer przypomina, że apokryfy są ciekawe nie dlatego, że „obalają Kościół”, tylko dlatego, że pomagają zrozumieć, jak on w ogóle wyrósł.