Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Gromady Ludu Polskiego
Autor: Adam Sikora

Wydawnictwo: Wiedza Powszechna, 1974
Okładka: miękka z obwolutą
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Gromady Ludu Polskiego” Adama Sikory to ten typ książki, która z pozoru wygląda jak zwykłe opracowanie ruchu emigracyjnego, a po chwili lektury okazuje się raczej anatomą pewnej utopii plebejskiej. Sikora bierze na warsztat jedną z najbardziej osobliwych formacji Wielkiej Emigracji: środowisko robotniczo‑chłopskie, które w latach 1835–1846 próbowało połączyć radykalny republikanizm, wrażliwość społeczną i resztki romantycznej wiary w „lud” jako podmiot historii. Zamiast kolejnego panoptikum wielkich nazwisk mamy tu organizację złożoną z byłych szeregowców, rzemieślników, chłopów – ludzi, których emigracyjne klasy wyższe najchętniej widziałyby w roli chóru, a nie protagonistów.

W serii „Myśli i Ludzie” książka Sikory pełni funkcję dość wyjątkową: zamiast prezentować doktrynę „jednego wielkiego myśliciela”, rekonstruuje intelektualne zaplecze ruchu, który ledwie doczekał się własnych archiwów. Autor cierpliwie wydobywa z rozproszonych źródeł program, język polityczny, wizję przyszłego ustroju i stosunku do własności. Z dzisiejszej perspektywy widać, jak bardzo „Gromady” wyprzedzają późniejszą polską lewicę: jest tu i wiara w suwerenność ludu, i wczesne intuicje socjalistyczne, i próba rozliczenia nie tylko caratu, ale i krajowych elit. Równocześnie Sikora nie idealizuje ruchu – pokazuje jego spory frakcyjne, pęknięcia między mesjanistyczną retoryką a realnymi możliwościami grupy kilkudziesięciu, najwyżej kilkuset emigrantów rozproszonych po Anglii.

Znaczenie tej książki polega więc na czymś więcej niż „opisaniu mało znanej organizacji”. To korekta całego obrazu Wielkiej Emigracji, zdominowanego przez Hotel Lambert i radykałów inteligenckich. Sikora ustawia w centrum tych, którzy zwykle pozostają w przypisach – i pokazuje, że bez zrozumienia ich języka i doświadczenia nie ma sensu mówić o narodzinach polskiej demokracji ani o rodzącej się nad Wisłą tradycji socjalistycznej. Dla historyka idei to lektura obowiązkowa; dla czytelnika przyzwyczajonego do romantycznego panteonu – lekko otrzeźwiające przypomnienie, że „lud” nie jest figurą retoryczną, tylko niecierpliwym aktorem politycznym, który już w latach 30. XIX wieku próbował mówić własnym głosem.