Szósta Era
Autor: Robert Cichowlas
Wydawnictwo: Replika, 2011
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: dedykacja świąteczna
O książce
„Szósta Era” to przykład tego, co w polskim horrorze dzieje się najciekawiej: ktoś bierze dość zużytą kliszę – apokaliptyczną zemstę dawnych bóstw – i bez specjalnych kompleksów wrzuca ją w realia, które z punktu widzenia mitu są kompletnie nieprzystające. Azteckie bóstwa w Poznaniu brzmią jak żart z konwentu fanów grozy, a jednak Cichowlas traktuje ten pomysł śmiertelnie poważnie, co akurat wychodzi mu na plus. Dostajemy thriller, który nie sili się na metafizykę, tylko konsekwentnie przerabia miasto na arenę krwawego rytuału, z biologiem z liceum wrzuconym w rolę niechętnego uczestnika w apokaliptycznej inscenizacji.
Autor nie udaje, że pisze „wielką powieść o człowieku” – postacie są funkcjonalne, jak w klasycznym kinie klasy B: mają biec, krzyczeć, umierać i czasem coś odkryć. Cichowlas inwestuje raczej w tempo i obrazowość: serca wyrywane z piersi, zdzieranie skóry, duchy i bóstwa z mitologii mezoamerykańskiej wdzierające się w porządną, mieszczańską przestrzeń Poznania. W tym sensie „Szósta Era” jest bliska estetyce splatterpunku po polsku – choć bez programowej transgresji Evansa czy Skipp & Spector, bardziej z nastawieniem na filmową, „rozrywkową” grozę. Psychologiczna płaskość bohaterów nie jest więc wpadką, tylko ceną za to, by akcja pędziła bez oglądania się na subtelności.
Najciekawszy jest tu właściwie sam gest: transplantacja mitu azteckiego do środkowoeuropejskiego miasta. Owszem, powiązania historii Indian z lokalną rzeczywistością bywają naciągane, ale właśnie ta bezczelność czyni książkę charakterystyczną – jakby autor mówił: „Nie buduję pomnika, tylko karuzelę grozy”. „Szósta Era” nie aspiruje do przełamywania gatunku, raczej bez kompleksów korzysta z jego repertuaru i podkręca głośność. Dla czytelnika szukającego literackiego odpowiednika późnonocnego seansu horroru – z krwią, mitologią i miastem ginącym w apokaliptycznym amoku – będzie to lektura uczciwie spełniająca obietnicę: rozrywka mocna, bez złudzeń co do własnej natury.