Minuta mądrości
Autor: Anthony de Mello
Wydawnictwo: WAM, 1992
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne zagięcia okładki
O książce
„Minuta mądrości” to taki mały, niepozorny granat wrzucony w porządny, katechizmowy ogródek. De Mello, jezuita z Indii, robi coś, czego katolicka literatura ascetyczna dawno się oduczyła: nie tłumaczy, tylko psuje czytelnikowi komfort. Zamiast systemu dostajemy serię mikroscenek z bezimiennym Mistrzem, który raz brzmi jak stary zenowski roshi, raz jak rabin z chasydzkiej legendy, a kiedy indziej jak suficki wędrowiec. Ten brak przynależności konfesyjnej nie jest ozdobą „mistycznej otwartości”, tylko zabiegiem demontażu: czytelnikowi delikatnie wytrąca się z rąk jego ulubione etykiety.
Struktura książki – jedno „olśnienie” na minutę – jest myląca. Wygląda jak produkt idealny dla zabieganego człowieka Zachodu, a w istocie zupełnie się do pośpiesznej konsumpcji nie nadaje. Te miniatury są skonstruowane jak koany: prosty dialog, jedno zdanie wykręcone pod włos, puenta, która nie wyjaśnia, tylko zacina się w gardle. De Mello ma talent do używania języka potocznego, niemal anegdotycznego, by w ostatnim zdaniu zburzyć komfort dosłowności. W polskim przekładzie Bogusława Steczka SJ ta prostota jest zachowana – nie ma nadmuchanego „języka religijnego”, który tak chętnie pudruje radykalizm duchowych tekstów.
W historii duchowości chrześcijańskiej ta książka jest raczej kamykiem w bucie niż monumentalnym traktatem: drobna, ale uparcie przeszkadzająca w „normalnym” chodzeniu. De Mello łączy ignacjańską uwagę na doświadczenie wewnętrzne z nieeuropejską niecierpliwością wobec doktrynalnych dekoracji. Stąd wrażenie, że obcujemy nie z pobożną literaturą budującą, lecz z podręcznikiem ćwiczeń z rozbrajania iluzji – religijnych, psychologicznych, społecznych. Dla jednych będzie to pomoc do przebudzenia, dla innych – irytujący relatywizm. Ale trudno zaprzeczyć, że wśród książek „pobożnych” ta wyróżnia się jedną rzadką cechą: nie chce, by czytelnik był grzeczniejszy; chce, by był bardziej świadomy. A to już zupełnie inna liga.