Spotkanie z Michałem Aniołem
Autor: Bruno Nardini
Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Ossolineum, Wrocław, 1978
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Spotkanie z Michałem Aniołem” to typowy wytwór epoki, w której jeszcze wierzono, że album o artyście może być czymś więcej niż tylko „ładnymi obrazkami do kawy”. Nardini nie pisze suchej biografii renesansowego geniusza, raczej aranżuje coś w rodzaju długiej rozmowy z Michałem Aniołem, prowadzonej ponad stuleciami. Z jednej strony mamy dobrze udokumentowane fakty – kolejne etapy kariery, wielkie zamówienia, konflikty z papieżami, morderczą pracę nad freskami i marmurem – z drugiej, wyczuwalną chęć wejścia w psychikę twórcy, który jednocześnie uwielbia formę klasyczną i brutalnie ją rozsadza. To nie jest lektura dla tych, którzy oczekują chłodnej, akademickiej monografii.
Albumowy charakter książki ma tu znaczenie: liczne kolorowe reprodukcje nie służą jedynie jako „ilustracje do tekstu”, lecz stają się równorzędnymi partnerami narracji. Nardini potrafi zatrzymać się przy szczególe – dłoni, skręcie torsu, spojrzeniu proroka – i uczynić z niego punkt wyjścia do opowieści o całej epoce. Dzięki temu „Spotkanie…” działa jak powolne zwiedzanie wielkiej prywatnej galerii, w której ktoś kompetentny, a przy tym literacko sprawny, tłumaczy, dlaczego właśnie ten kawałek marmuru jest tak niepokojąco żywy. Na tle podręcznikowych ujęć Michała Anioła książka wyróżnia się tym, że nie boi się pisać o obsesjach artysty – o jego maniakalnym dążeniu do doskonałości, o męce zmagania się z blokiem kamienia czy sklepieniem Kaplicy Sykstyńskiej.
Z perspektywy dzisiejszego czytelnika „Spotkanie z Michałem Aniołem” ma podwójny urok: jest zarówno interpretacją renesansowego mistrza, jak i świadectwem tego, jak w drugiej połowie XX wieku pisano o sztuce – z szacunkiem dla erudycji, ale jeszcze bez naukowego żargonu, który potrafi zabić wszelką przyjemność. To dobra książka dla kogoś, kto chce naprawdę „wejść” w świat Michała Anioła, a nie tylko odhaczyć znajomość jego najsłynniejszych dzieł. Ossolińskie wydanie – duży format, twarda oprawa, porządny druk – zamienia całość w przedmiot sam w sobie: trochę muzealny, trochę sentymentalny, ale wciąż bardzo użyteczny jako przewodnik po jednym z najbardziej niepokojących umysłów renesansu.