Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788305129121
Wysyłka od: 15.00 PLN

Fenomenologia religii
Autor: Gerardus van der Leeuw

Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1997
Okładka:  twarda 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Fenomenologia religii” van der Leeuwa to jeden z tych tomów, które w bibliotece religioznawcy pełnią funkcję podobną do „Bycia i czasu” u filozofa: rzadko czytane od deski do deski za jednym zamachem, ale wciąż nieprzyzwoicie często cytowane. Autor próbuje zrobić rzecz w gruncie kłopotliwą: opisać religię „od środka”, nie wpadając ani w kaznodziejstwo, ani w suchą typologię antropologa. Jego centralnym pojęciem jest „Macht” – „moc”, „siła”, „to, co większe od człowieka” – a religia jawi się jako nieustanny taniec człowieka wobec tej mocy: lęk, fascynacja, oswajanie, bunt, oddanie. To nie jest więc książka o „wierze w Boga” w wąskim sensie, lecz o całej skali ludzkich reakcji na to, co przekracza.

Van der Leeuw, dziecko zarówno teologii protestanckiej, jak i klasycznej fenomenologii, układa zjawiska religijne niczym antykwariusz zestawiający eksponaty: ofiara, rytuał, mit, modlitwa, święto, proroctwo – wszystko zostaje włączone w jeden wielki porządek pytań o strukturę doświadczenia. W tle słychać echa Husserla, Schelera i Diltheya, ale autor jest bardziej empirykiem niż metafizykiem: jego fenomenologia jest zarazem imponującą kartoteką przykładów z historii religii, od kultów pierwotnych po chrześcijaństwo. „Istota” religii nie jest tu wydedukowana z fotela, lecz wyprowadzona z uporczywego porównywania form, w których człowiek próbuje poradzić sobie z naporem „Mocy”. To zarazem siła i słabość książki: kto szuka czystej filozofii, będzie znużony materiałem, kto oczekuje chłodnego religioznawstwa, zdziwi się metafizycznymi ambicjami.

Polskie wydanie – masywne, nieco toporne typograficznie, za to rzetelnie opracowane – ma już charakter dokumentu epoki. Przekład Prokopiuka zachowuje ciężar i rytm niemieckiego oryginału, niekiedy kosztem elegancji, ale dzięki temu czytelnik czuje, że obcuje z myślą z lat 30., a nie z wygładzoną, dydaktyczną parafrazą. „Fenomenologia religii” zestarzała się nierówno: jej klasyfikacje i niektóre uogólnienia antropologiczne trącą myszką, lecz zasadnicza intuicja – że religia to nie „zbiór wierzeń”, tylko określony sposób bycia wobec tego, co przekracza – pozostaje żywa. To lektura dla cierpliwych: bardziej do studiowania niż do „czytania”, ale wciąż jedna z tych książek, po których trudno już patrzeć na religię jak na prosty dodatek do kultury.