Kapłani, czarownicy, wiedźmy...
Autor: Szymon Chodak
Wydawnictwo: "Książka i Wiedza", 1967
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: otarcia obwoluty
O książce
„Kapłani, czarownicy, wiedźmy…” to typowy produkt ambitnej, socjalistycznej humanistyki lat 60.: książka pisana z wiarą w poznawalność świata społecznego i w to, że solidna, terenowa robota badawcza może choć trochę uporządkować europejskie fantazje o „dzikiej Afryce”. Chodak interesuje się przede wszystkim tym, co wówczas nazywano „społeczeństwami pierwotnymi”, ale już oglądanymi w ruchu: nie jako skansen obrzędów, lecz jako organizmy wciągnięte w spiralę urbanizacji, szkolnictwa, misji chrześcijańskich, naporu administracji kolonialnej i postkolonialnej. Kapłan, czarownik, wiedźma nie są tu figurami z mitologii dla turystów, tylko realnymi aktorami życia zbiorowego, trochę jak lokalni „specjaliści od niepewności”: od choroby, nieszczęścia, konfliktu, zazdrości, nagłego awansu sąsiada.
Najciekawsze w tej książce jest przesunięcie akcentu: Chodaka nie pociąga katalog egzotycznych praktyk, lecz socjologiczna anatomia funkcji. Interesuje go, jak system wierzeń organizuje autorytet, jak rozdziela prestiż, strach i nadzieję, jak tworzy dźwignie kontroli społecznej – oraz co się dzieje z tym wszystkim, gdy młodzi uciekają do miasta, przyjmują inne religie, ale i tak po cichu konsultują „człowieka od rzeczy niewidzialnych”. Widać tu dobrze ducha epoki: marksistowskie z ducha przekonanie, że religia to instytucja osadzona w strukturze społecznej, złączona z podziałem pracy i władzy, a nie „błąd myślenia”. Autor nie popada przy tym w tani dydaktyzm – potrafi uchwycić, że „czary” są często jedynym dostępnym językiem, w którym ludzie mogą wyrazić lęk przed nowoczesnością, rynkiem, administracją czy nagłą degradacją statusu.
Dzisiaj, po Foucaultcie, Evans-Pritchardzie w kanonie i całej postkolonialnej krytyce, książka Chodaka czytana jest trochę jak dokument epoki: ze swoim słownictwem, wiarą w systematyzację i spokojem kogoś, kto jeszcze nie musi co akapit usprawiedliwiać spojrzenia Europejczyka na Afrykę. To jednak jej atut: klarowność, obfitość konkretnych obserwacji i wyczucie, że religia „przeżywa się” przede wszystkim społecznie, czynią z niej wdzięczną lekturę dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wyglądało polskie myślenie o Afryce zanim przesiąkliśmy anglosaską antropologią kultury. Dla kolekcjonera – kawałek dobrze zachowanej, nieco wyblakłej, ale wciąż czytelnej mapy: świata, w którym kapłan i czarownik powoli uczą się żyć obok inżyniera, urzędnika i partyjnego działacza.