Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788308044933
Wysyłka od: 15.00 PLN

Dziennik tom 1 1962-1969
Autor: Sławomir Mrożek 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 2010
Okładka: twarda 
Stan: dobry plus
Uwagi: brak

O książce

Tom otwierający dziennik Sławomira Mrożka został pomyślany jako swego rodzaju laboratorium pisarskie: na kartach z lat 1962–1969 spotykają się szkic do „Emigrantów”, projekty miniaturowych humoresek, reporterskie notatki z Meksyku, a zaraz obok zapiski ze spacerów po Krakowie i Paryżu. Wszystko to układa się w nieoczywistą autobiografię autora, którego postać publiczna – ironisty i dramatopisarza – zostaje tu przepuszczona przez filtr samoobserwacji. Czytelnik śledzi dzień po dniu proces krzepnięcia poglądów, zmianę tonacji od rejestru satyrycznego ku bardziej ponuremu, kontynentalnemu sceptycyzmowi. Zaskakuje ścisłość dat, nazwisk, adresów, co sprawia, że tekst ma chwilami fakturalną gęstość archiwum i równocześnie rytm literackiej kompozycji.

Największą intrygą tomu pozostaje konflikt między prywatnym doświadczeniem a publiczną rolą pisarza. Mrożek skrupulatnie rejestruje recepcję swoich sztuk, notuje reakcje krytyków i przyjaciół, lecz natychmiast poddaje je ironicznej redakcji. Autocharakterystyka balansuje na granicy pastiszu: ostre felietonowe ujęcia polityki PRL sąsiadują z drobnym przyjemnym opisem sardynek zjadanych w Rimini. Gęsto zaszyfrowane aluzje do spraw partyjnych i towarzyskich tworzą mozaikę, którą trzeba odczytywać cierpliwie, pamiętając o cenzorskiej obecności i o przyszłej emigracji autora. Dzięki temu dziennik pełni funkcję sejsmografu epoki – notuje mikrowstrząsy świadomości inteligenta, nie popadając w łatwą publicystykę.

W polskiej tradycji diarystycznej książka ta plasuje się obok zapisków Gombrowicza i Herlinga-Grudzińskiego, lecz przy całym pokrewieństwie stanowi osobny gatunek. Mrożek traktuje zapis codzienny jak scenę: dialoguje z teoretykami literatury, kłóci się ze swoim „ja” sprzed tygodnia, sporządza wykaz tematów na przyszłe dramaty, by zaraz zniszczyć go zgryźliwym komentarzem. Odbiorca otrzymuje dokument niezwykłej samoświadomości formy, który rozjaśnia genezę wielu późniejszych tekstów, choć nigdy nie daje wygodnych „kluczy” interpretacyjnych. Właśnie ta odmowa domknięcia, ten ruch ciągłego rozproszenia sprawia, że dziennik z lat sześćdziesiątych można czytać dziś zarówno jako mapę intelektualną minionego wieku, jak i instrukcję obsługi Mrożkowego humoru, naznaczonego emigracyjnym doświadczeniem i milczącą obecnością politycznego absurdu.